EnglishAfrikaansPolskiالعربيةБългарски中文(简体)ČeštinaDanskNederlandsEesti keelSuomiFrançaisDeutschΕλληνικάMagyarÍslenskaBahasa IndonesiaGaeilgeItaliano日本語한국어LatīnaLatviešu valodaLietuvių kalbaMaltiNorskPortuguêsRomânăРусскийCрпски језикSlovenčinaSlovenščinaEspañolSvenskaภาษาไทยTürkçeУкраїнськаTiếng Việtייִדיש

Uzdrowiciel GC – część 1

Zamieszczony tutaj wywiad został udzielony na przełomie kwietnia i maja 2014 dla strony www.PoradnikMilionera.pl

Rozmawiam dziś z światowej sławy uzdrowicielem, znanym jako „pan GC” Wiadomo mi również, że jest pan kolekcjonerem złotych monet. Czy…….

– Przepraszam, ale czy możemy sobie darować te „światowe sławy” i inne tego typu określenia? Po pierwsze jestem takim samym człowiekiem jak wszyscy – mam tylko taką „przypadłość”, która – nie mnie – wyróżnia, ale tego, od kogo pochodzi. Poza tym – to nie pani, ani nie ja, powinniśmy się zachwycać moimi „zasługami” – to ewentualnie mogą robić ci, którzy zostali uzdrowieni.

Po tym oświadczeniu nastąpiła kompletna cisza, która jak mi się wydawało, trwała wieki całe – po czym pan GC całkiem spokojnie zapytał:

– Gdzie się pani zatrzymała?

W Nicei w Villa Victorine blisko lotniska.

– tak, znam. Mały, kameralny hotelik z ładnym ogrodem. Przyjechała tu pani taksówką?

Nie, pociągiem, stacja Saint-Augustin jest bardzo blisko od mojego hotelu.

– niech się pani koniecznie wybierze do ogrodu botanicznego Parc Phœnix. Tutaj też jest ogród botaniczny, ale nie taki piękny jak ten w Nicei.

I taka „rozmowa wstępna” trwała około godziny, w której pan GC opisywał miejsca, które powinnam zobaczyć i te na które szkoda czasu. Popijając kawką jedliśmy smaczne ciasteczka, a temperatura – spowodowana chyba moim wstępem do rozmowy – opadała. Po piętnastu minutach takiej rozmowy nasze wzajemne relacje stały się wręcz przyjazne, aż w końcu gospodarz sam wznowił rozmowę, którą na chwilę przerwaliśmy.

– dobrze, zanim jednak zaczniemy, proszę mi powiedzieć czy to pani napisała ten artykuł na Państwa stronie o złocie?

Nie, nie ja – to mój kolega, który robił wywiad z pańskim pracodawcą i który nas skontaktował.

– szkoda – ponieważ początkiem wszystkiego było właśnie złoto. Wszystko, co tam jest napisane o „magicznej roli” złota jest prawdą. Jedyne, co autor powinien tam dodać, to to, że samo złoto jako takie, nie ma żadnych „magicznych” własności. Te własności, które tam opisał występują jedynie ze świadomością tego, że tak jest – ale może dojdziemy i do tego. Przepraszam, że pani przerywam.

Nie szkodzi :) – dzięki temu ten materiał będzie bardziej żywy. Wobec tego, wiem już, że wszystko zaczęło się od złota. Może to pan rozwinąć?

– z przyjemnością. Około 30 lat temu – jeszcze w Polsce – utworzyłem wraz dwoma wspólnikami taką firmę, która zajmowała sie wypożyczaniem sprzętu do wykrywania metali ( głównie złota). Ponieważ wtedy taki sprzęt był dość unikalny i bardzo drogi – wypożyczenie go, było dla klientów dość kłopotliwe z powodu wysokiej kaucji, jaka trzeba było uiścić. Wobec czego, stało się powszechną praktyką, że sprzęt ten – wynajmowano razem z kimś z nas, co eliminowało potrzebę złożenia owej kaucji. I tak, zostałem „poszukiwaczem skarbów” Z czasem tak się „porobiło”, że do wykrycia złota znajdującego się pod ziemią albo gdzieś tam, nie potrzebowałem już wykrywacza.

„Z czasem” – to znaczy po jakim czasie?

– chyba po 2 latach.

To znaczy, że „wykrywał” pan złoto na wyczucie?

– coś w tym rodzaju. Był w naszym „arsenale” taki wykrywacz, który odczytywał metal ( taki, na jaki został ustawiony) – na odległość około 200 metrów. Początkowo było tak, że kiedy to urządzenie odczytało – powiedzmy złoto – i wskazało kierunek w którym się ono znajduje, potrafiłem wskazać dokładnie miejsce, w którym jest zakopane bez dalszego używania tego sprzętu. Po jakimś czasie, potrafiłem również opisać osoby, które je zakopały i okoliczności w jakich to się stało. Wtedy – po raz pierwszy – ale nie ostatni pomyślałem, że zwariowałem.

Jak się to „wyczuwanie” objawiało?

– nie bardzo wiem jak to opisać. Moja dłoń stawała się gorąca i drgająca ( drganie, mrowienie), to znaczy czułem jakby się gotowała. A im bliżej byłem miejsca, w którym złoto się znajdowało, tym bardziej to odczuwałem.

Czyli mógł pan wtedy zostać milionerem.

– pewnie tak, ale nie zostałem.

Dlaczego?

– bo zostałem alkoholikiem.

Ale nie z powodu złota?

pośrednio tak. Zostałem alkoholikiem, bo miałem za dużo pieniędzy, a za mało rozumu.

Hmmm …….. na to nie byłam przygotowana. Ta odpowiedź tak mnie zaskoczyła, że chyba zarumieniłam się. Wtedy nastąpiła druga przerwa, jednak pan GC szybko uwolnił mnie od tego zażenowania. Wyszedł na taras, zapalił papierosa, po czym zawołał mnie i powiedział:

– proszę popatrzeć na tych ludzi na dole. Każdy z nich wygląda jakby wiedział gdzie i po co idzie. Są pięknie ubrani, uśmiechnięci, weseli i jako grupa, robią wrażenie, że są jednym organizmem, który wykonuje jakieś ważne zadanie i tak w istocie jest, choć oni nie są tego świadomi. Jednak kiedy z bliska przyjrzymy się każdemu z osobna okaże się, że każde z nich ma inne intencje, inny powód dla którego teraz tutaj jest, i inną historię. Natomiast każda historia – tak jak każdy czyn – zaczyna się od pierwszego kroku. To samo jest z tym, co nazywamy „chorobami”. Każda „choroba” zaczyna się od pierwszej niewłaściwej myśli. Moją niewłaściwą myślą było, że alkohol pożyje troszkę za mnie, a ja w tym czasie się zabawię.

Po godzinie – w czasie której – oglądałam jego kolekcję złotych sztabek,  monet i samorodków, wróciliśmy do pytań. Widziałam, że prawie każda z monet ma coś w rodzaju „historii” napisanej na fiszce, więc zapytałam o to. Do czego służą te opisy przy monetach?

– na fiszkach jest opis monety, numer katalogowy i – jeśli moneta jest podziękowaniem za zdrowie – opis dolegliwości i dane identyfikacyjne osoby, która mi ją podarowała, ale nikt poza mną tych danych nie rozszyfruje :)

E tam :)

– to proszę spróbować powiedział, podając mi monetę z fiszką.

Rzeczywiście nie dało się nic odczytać, ponieważ dane osoby były napisane kodem cyfrowym. Wróćmy więc jeszcze na chwilę do tej choroby, która stała się pana doświadczeniem. Rozumiem, że wyszedł pan z tego?

– tak, na szczęście tak. Ponieważ było już ze mną bardzo źle, zwróciłem się do specjalisty ( lekarza – byłego alkoholika) o pomoc. Ten zabrał mnie ( i nie tylko mnie) w góry, na coś w rodzaju „obozu”. Tam dowiedzieliśmy się, że jesteśmy alkoholikami i że to przypadłość, której nie da się uleczyć. Można jedynie przestać pić, ale alkoholikami będziemy do końca życia. Ta perspektywa nie bardzo mi się podobała.

Nie dziwię się – to prawie jak wyrok.

– no właśnie. W każdym razie po zakończeniu tego obozu, każdy z nas miał sobie znaleźć odpowiednią dla siebie grupę wsparcia AA. Poszedłem raz na takie spotkanie dla „AA” i zrozumiałem po 20 minutach, że to nie dla mnie. Zacząłem więc rozglądać się za jakimiś szamańskimi metodami. W tamtym czasie – medytację i inne techniki związane z duchowością , uważałem za szamaństwo, ale wolałem już tego spróbować, niż wygłupiać się na spotkaniach AA. I tak zacząłem.

A co z chorobą?

– „przeszła” – oddałem ją moim opiekunom duchowym. Po kilku latach spotkałem się z owym lekarzem i opowiedziałem mu wszystko. Po wielu godzinach – lekarz z bólem serca przeprosił mnie i orzekł, że się pomylił w swojej diagnozie. Nie jesteś alkoholikiem – orzekł, byłeś tylko pospolitym pijakiem :)

No, taka wiadomość to dobry powód do napicia się :)

– i tak zrobiliśmy

Naprawdę?

– tak. Skończyło to się tak, że musiałem go odwieźć w okropnym stanie do szpitala. Jak się później okazało, to był jego szpital (szpital w którym pracował jako lekarz). Proszę to sobie wyobrazić – przywożą kompletnie „nieżywego” gościa ( nie będę opisywał co z siebie wydalił) a tu okazuje się, że to ich kolega – gorzej, przełożony. Kiedy spotkaliśmy się po tym wszystkim ponownie powiedział, że wstyd jaki odczuwał wobec pielęgniarek, które się nim zajmowały był najlepszą terapią, jaką kiedykolwiek otrzymał.

Wiedział pan wcześniej, że to jego szpital?

– ależ skąd !

Wycofuję to pytanie – przepraszam.

– nie szkodzi. Czasami mówimy to, co myślimy :)

Ale….

– wiem. To był żart. Musiałem zażartować, bo widzę, że pani ciągle jeszcze traktuje mnie jak „świętego”

Pański pracodawca też tak o panu mówi.

– wiem, ale to nie jest prawdą. Natomiast prawdą jest, że to co czynią moje dłonie – zadziwia czasami nawet mnie.

No widzi pan – nawet pana zadziwiają własne dłonie, to co dopiero mają powiedzieć obserwatorzy albo uzdrowieni?

– nic. Niech dziękują Bogu jeśli w Niego wierzą.

A pan wierzy? – nie. Ja wiem. Choć sam nie wiem co jest trudniej – wierzyć, czy wiedzieć?

Wiem już  od kiedy ma pan słabość do złotych monet i zdolność wykorzystywania ich dla celów związanych z uzdrawianiem. Co prawda nie do końca rozumiem tę relację uzdrawiania z monetami?

– ok. Niech pani weźmie jedną z monet, która nie ma cyfrowego kodu – to jest moneta, którą sam sobie kupiłem.

Mam. Dwadzieścia franków Szwajcarskich.

– teraz proszę przejść na przykład na taras i potrzymać tę monetę na sercu lub po prostu w dłoniach.

Zrobiłam to, o co prosił. Zabrałam monetę, usiadłam w wygodnym fotelu na tarasie i położyłam ją sobie w okolicy serca. Mam coś robić, myśleć ? – zapytałam.

– nie.  Proszę oglądać widoki, a ja zawołam Panią za 10 minut.

Po dziesięciu minutach wróciłam. I co teraz? – zapytałam.

– nic.  Proszę odłożyć tę monetę i możemy wracać do rozmowy. Umówmy się,  że to jest moneta, którą od  pani  otrzymałem – jako podziękowanie za usunięcie bólu w kostce. W przerwie coś pani pokażę.

A mogę nie podziękować ?  

– oczywiście. Jeśli ktoś uważa,  że jego zdrowie nie jest nic warte, to czemu nie. 

Złota moneta – to chyba drogo? 

– Zależy dla kogo? Buty też są drogie i tanie. Więc jedni kupują drogie, a inni tanie. W moim „sklepie” są dobre buty, więc są drogie :)

No tak, to prawda.

Zaniepokoił mnie ten ból w kostce, ponieważ rzeczywiście bolała mnie kostka w prawej nodze, którą skręciłam sobie dwa dni temu. Ale nic nie powiedziałam i wróciliśmy do rozmowy.

Kiedy „objawiło się” u pana to uzdrawianie?

– Po kilku latach medytacji i stosowaniu różnych innych technik, przestałem uważać je za szamaństwo. Potem porzuciłem religie i „przeszedłem” na duchowość. Może skrócę tę opowieść, bo to może zająć lata całe.

Nie proszę, to jest bardzo interesujące

– może zróbmy tak: pani będzie zadawała konkretne pytania, a ja będę na nie starał się odpowiedzieć.

Dobrze. Czy mogą to być pytania nie związane z sobą?

– oczywiście, choć lepiej, aby były:)

Dlaczego moje „wprowadzenie” do tej rozmowy wprowadziło pana w zdenerwowanie?

– O, to nie było zdenerwowanie, ale jeszcze raz przepraszam panią za to. To dość trudne pytanie szczególnie dlatego, że dotyczy mnie osobiście ale postaram się to wyjaśnić. Nikt z nas, nie jest wolny od próżności, dumy, pychy i podobnych uczuć – i ja też nie, więc wyróżnianie mnie – mimo dobrych intencji – jest dla mnie……..jakby to powiedzieć…….niebezpieczne.

Niebezpieczne?

– tak.  Proszę sobie wyobrazić, że ta „przypadłość  uzdrawiania” spotkała panią, a nie mnie. Nie lubi pani tego robić, ale ludzie, którzy nie lubią chodzić do lekarzy, albo im nie ufają, albo lekarze nie potrafią im pomóc – zgłaszają się do pani ( często poleceni przez kogoś znajomego) i proszą o pomoc. Czasami są to wielce kuszące propozycje, ponieważ zapraszają panią na przykład do Dubaju w którym jeszcze pani nie była, organizują tam dla pani różne atrakcje, najlepszy hotel, itp., a pani ma tylko położyć ręce na ciele jakiegoś człowieka, który cierpi. I mimo, że tydzień temu obiecała sobie pani, że to już koniec z tym, albo że koniec na jakiś czas, bo jest pani tym zmęczona – łamie pani tę sobie daną obietnicę i leci do Dubaju. Okazuje się, że owym „chorym” jest jakiś ważny tam człowiek, a mimo jego ważności – nikt mu nie pomógł. Siedzi przed panią stary człowiek z opuchniętą od 2 tygodni nogą. Nie może ruszać palcami, nie może chodzić, jest przeźroczysty z bólu, a leki przeciwbólowe przestały już działać. Wie pani doskonale, że przed przyjazdem oglądało i starło mu się pomóc kilku najlepszych „fachowców” – ale nic nie zdziałali. Nie zna się pani na chorobach – więc zwraca się do swojego opiekuna duchowego, albo wprost do duszy chorego i prosi o wsparcie. Czasami mówią co zrobić, a czasami mówią : „rób to co zawsze”. Więc dotyka pani jego nogę i po 30 minutach ( czasami dłużej) facet mówi, że może ruszać palcami. Po godzinie każe pielęgniarkom zdjąć bandaże, wstaje i uśmiecha się. Nie rozumie pani tego, nie wie jak to się stało, ale facet jest zdrowy. Jest zdrowy, bo pani przekazała mu energię, która uruchomiła w nim coś, co go uzdrowiło. Stało się to na pani oczach i za pani przyczyną. Na dodatek ( w zależności od rodzaju choroby) ludzie obecni przy tym szemrają lub krzyczą „CUD” – jest pani… „prawie Bogiem” I kiedy staje się to 143 raz – to jeśli nie będzie pani uważna, a pokora gdzieś na chwilkę sobie pójdzie – może pani w to uwierzyć, a co wtedy?

Hm, trudno mi sobie to wyobrazić, ale chyba rozumiem. Czy po takiej sesji jest pan zmęczony?

– najczęściej tak. Poza tym co najmniej jeszcze przez tydzień „jestem z chorym” i jeśli trzeba, to go jeszcze wspieram na odległość.

Czy można kogoś wyleczyć na odległość?

– ja unikam słowa „leczyć”. Ja nie leczę nikogo. Dotykiem przekazuję mu tylko „energię”, która go leczy. Natomiast jest to podobno możliwe, ale ja tego nie robię. Wszystko co potrafię zrobić na odległość, to…..znowu nie mam dobrego słowa na to…………..”doenergotyzować” uzdrowiony organ lub miejsce na ciele, które wcześniej fizycznie dotykałem.

I robi to pan poprzez monetę, którą pan otrzymał.

– brawo!!!! Tak właśnie jest. To właśnie taka dodatkowa funkcja monety. A teraz proszę mi pokazać swoją kostkę – boli panią ?

Tak.  Skąd pan wiedział?

– to już moja tajemnica.

Następnie pan GC  wyszukał „moją ” monetę i przykleił ją sobie na prawej dłoni.

– Proszę usiąść wygodnie w fotelu, a ja potrzymam przez chwilę tę kostkę. Potrzymam zbyt krótko, aby dokończyć naszą historię z monetą, którą pani trzymała na tarasie.

Poczułam ciepło, a właściwie to gorąco. Myślałam, że to przecież niemożliwe, aby jedna część ciała (czyli ręce) miała inną temperaturę niż całe ciało, a jednak tak właśnie było. Pan „GC”  zauważył, że mnie parzy ten dotyk, więc oddalił dłonie od mojej nogi na odległość około 20 centymetrów, ale uczucie ciepła i mrowienia pozostawało nadal. Po 3 – 4 minutach zakończył zabieg. Poruszyłam stopą w różne strony i nic nie bolało. To już koniec? – zapytałam.

– tak, to była prosta rzecz.

A moneta?

– monety użyjemy, jeśli ból nawet nieznacznie powróci. Powinien powrócić, bo taka sesja powinna potrwać minimum pół godziny, a my zrobiliśmy to w 3 minuty. Nie ważne, jeśli nie powróci to i tak już wie pani do czego taka moneta może służyć.

Czy zamiast monety może być sztabka albo biżuteria?

– sztabki i samorodki  tak, tam w kolekcji jest ich kilka, ale biżuteria nie działa. Nie wiem dlaczego.

A co z tymi rekomendacjami. Wiem, że aby otrzymać od pana pomoc należy wykazać się rekomendacją. Skąd brać taką rekomendację?

– Każdy uzdrowiony otrzymuje dwie rekomendacje. To znaczy, że do końca swojego życia może polecić dwie osoby.

Dlaczego tylko dwie?

– jak już mówiłem, nie chcę się tym zajmować, a przynajmniej nie zawodowo.

A co pan chce robić?

– to, co robię od lat. Medytować, rozmyślać, może napisać książkę. Lubię też, to co robię dla Pana, który mnie polecił, a z którym robiliście Państwo wywiad jakiś czas temu. To taki rodzaj doradztwa duchowego, który również „leczy”

„Polski milioner zdradza sekrety” – to wywiad, który zrobił wrażenie. To naprawdę wspaniały pan

– tak, taki był tytuł tego wywiadu, a rozmówca  jest rzeczywiście wyjątkowy.

A co się dzieje z tym milionerem. Nadal jest pan jego doradcą?

– oczywiście. Teraz to już bardziej przyjaciel, ale formalnie pracuję dla Niego.

Proponuję teraz mały odpoczynek, a po przerwie mam kilkanaście pytań, na które zazwyczaj nie ma odpowiedzi. Tak więc prawdziwa praca przed nami, a w zasadzie przed panem.

– to dobrze, bo jak na razie to nie mówimy o niczym ważnym, więc obawiam się, że to co „zrobiliśmy” do tej pory – mało kogo to zainteresuje.

Zobaczymy :)

– ponieważ mam mówić do ludzi, których nie znam i to o sprawach ważnych, chciałbym zmienić (tylko formalnie) nieco formułę. Chodzi o formę mówienia przez TY. Czyli jeśli w dalszej części tej rozmowy będę tutaj mówił „TY” – to nie znaczy, że jednostronnie przeszedłem na Ty z wszystkimi, którzy być może sobie tego nie życzą. Albo, że broń Boże chcę kogoś urazić. „TY” w tym tekście znaczyć będzie raczej „Ty – człowieku”, „Ty – istoto ludzka”, czy „Ty – bracie mój” czy „Ty – panie Kowalski” – mam nadzieję, że to nikogo z Państwa nie urazi.

Ja też mam taką nadzieję. Pierwsze o co chciałabym zapytać to religia. Jak pan mówił, nie jest pan religijny ale wierzy pan w Boga.

Jak to więc według pana jest z tą religią?

– Postaram się to opowiedzieć najprościej i najbardziej obrazowo jak potrafię. Wyobraźmy sobie drogę, którą wędrują ludzie poszukujący Boga. Tą drogą idą wszyscy, choć nie wszyscy wiedzą, że idą – albo wiedzą, ale nie wiedzą po co. Idą, idą rozglądają się, zatrzymują, są spragnieni i głodni, niektórzy zawracają, a inni przeklinają dzień w którym ruszyli w drogę. Ale co jakiś czas, na poboczach tej drogi – sprytni ludzie budują „stragany”, aby sprzedać tym „nieszczęśnikom” swoje towary. Zapewniają więc wędrowców, że mogą im pomóc, ponieważ posiadają tajemną wiedzę o miejscu, do którego owi wędrowcy podążają. Handlarze i właściciele tych straganów są na tyle sprytni, że wcześniej napisali sobie „ważne księgi” w których czarno na białym jest napisane, że ich pomoc jest niezbędna, aby dotrzeć do miejsca, do którego wędrują ci, których handlarze nazwali owcami. Nie ma więc czemu się dziwić, że część wędrowców zatrzymuje się tam, spodziewając się pomocy do dalszej drogi. Niestety spora część wędrowców zasypia tam, a kiedy się budzi, nie pamięta już dokąd szła i tym sposobem pozostają tam na wieki. Handlowcy „dbają” o nich, ponieważ Ci pierwsi zapewniają im byt ( a, jak wiemy – o klienta trzeba dbać), ale czasami wędrowcy budzą się i próbują ruszyć dalej – wtedy handlowcy zastraszają ich i całym swoim sprytem udowadniają, że bez ich pośrednictwa dalsza droga nie ma sensu. Mówią – zostańcie tutaj, a dojdziecie – bo tylko przez nas jest to możliwe. I tak w wielkim skrócie powstały i trwają religie. Na szczęście część wędrowców nie zawierzyła im, nie dała się też zastraszyć – więc poszła dalej. Obecnie mamy taki czas, że całkiem spore grupy owiec, nie chcą nadal pozostawać owcami i budzą się na nowo – orientując się – że dotarcie do straganu nie było ich celem, więc ruszają dalej. Czy napotkają tam nowe stragany ? – tak! Te nowe stragany nazywają się „Nauka”. Co prawda, są one mniej bezwzględne i mniej pazerne – ale i wyposażone w lepsze instrumenty, więc z pewnością „przekonają” część wędrowców, że nie ma gdzie iść. Nadzieją jest jedynie to, że Ci nowi „straganiarze” nie wiedzą, że idą w tym samym kierunku, co wędrowcy – więc kiedyś i tak spotkają się w tym samym miejscu, które dzisiaj nazywają „NIC”. Kiedy dotrą do „NIC” – a potrwa to jeszcze setki lat ponieważ mechanika kwantowa, to dopiero żłobek – zrozumieją, że poza światem materialnym jest jeszcze inny (ważniejszy, bo pierwotny) świat duchowy, w którym nie ma czasu, grawitacji, nieprzekraczalnych szybkości światła, praw fizyki, itp ograniczeń. Ale na razie są zachwyceni sobą i swoimi „osiągnięciami” – propagując owo „nic” – czyli miejsce w którym – jak mówią – nastąpił „początek Wszechświata” – czyli wielki wybuch. Nie wiem tylko dlaczego nie zastanawia ich, że owo „NIC” musiało być całkiem spore i mądre, skoro powstał z niego tak doskonały i niewyobrażalny Wszechświat. Jak to możliwe, że „nic” może takie być tak wielkie – chyba powinni stworzyć nową definicję niczego. Część nowych straganiarzy twierdzi, że wielki wybuch nastąpił w trzech fazach. Pierwszym było właśnie wielkie „BUUUUM” – które wybuchło w tym niczym. Natomiast dwa pozostałe etapy to „Osobliwość początkowa” – dwa słowa, które nic nie znaczą i można przetłumaczyć je na „nic nie wiemy” oraz „Inflacja” – czyli znowu tylko słowo, koncepcja niczym nie udowodniona. Ale nie szkodzi, coś tam wymyślą.

Skoro tak jest, to gdzie jest pana miejsce?

– Moja wędrówka zaczyna się właśnie w tym „NIC” Oczywiście nie tylko moja – każdy z nas tam jest – różnimy się świadomością tego lub jej brakiem.

Co to jest „tam”?

– „Tam” – dla nas ludzi żyjących w świecie materialnym, zaczyna się właśnie w owym „nic” – czyli tam, gdzie nauka na razie nie sięga. Ale to nie znaczy, że „tam” jest gdzieś indziej niż tu. Tam, to po prostu jedyna prawdziwa rzeczywistość, którą niektórzy z nas nazywają duchem, a drogę do niej (religię) – duchowością. Ta rzeczywistość jest „jedyna” dlatego, że istnieje wszędzie – również w świecie znanym jako „materialny”. I nie ma tu żadnej sprzeczności. Sprzeczność postrzegamy dlatego, że obie rzeczywistości ( materialna i duchowa) posługują się różnymi narzędziami. Świat duchowy, jest tak samo możliwy do badania jak świat materialny tylko mamy inne narzędzia.

Kiedyś jeszcze dawałem się nabrać na tego rodzaju dyskusje – a teraz już nie, bo mnie to rozśmiesza i troszkę złości. Ja – jako osoba duchowa byłem na tyle uprzejmy, aby poznać narzędzia świata materialnego. Uczyłem i starałem się zrozumieć matematykę, fizykę, mechanikę kwantową i inne narzędzia świata materialnego, aby zrozumieć dlaczego materialiści tak rozumieją świat. Natomiast mój „oponent” – nie ruszył nawet palcem, aby poznać moje (nasze) narzędzia więc poczekam, aż to uczyni i wtedy dyskusja jest możliwa na równych prawach. My jako grupa, jako ludzkość pozwoliliśmy na to, aby nam wmówiono, że to co nienaukowe jest niepoważne. Tymczasem niepoważnym jest twierdzenie, że świat jest wyłącznie materialny. Wszechświat jest i materialny i duchowy – i jak mówiłem – nie ma tu sprzeczności, jest tylko arogancja ze strony świata materialnego i brak poszanowania dla innych.

Świat – wykluczywszy wcześniej religie, które należą do mitologii – dzieli się na materialny i duchowy. I to są dwa (pozornie) różne sposoby postrzegania i badania świata, ale w rzeczywistości świat jest jeden, choć składa się z wielu wymiarów, rzeczywistości i jak to czasem nazywamy – światów równoległych. Musimy tylko pomyśleć co było pierwsze? Nauka mówi – pierwsze (wielki wybuch) wzięło się z „niczego” . Ja zaś wychodzę z założenia, że to co „pierwotne” jest twórcze i ma moc.

Abyś mógł to „mój mądry” materialisto zrozumieć, posłużę się przykładem. Przykładem na Twoim prymitywnym poziomie. Weźmy przykład pierwszy z brzegu: na przykład samochód. Samochód jest częścią Twojego materialistycznego świata. Ale jest tylko skutkiem ( owocem) działalności mojego (duchowego) świata. Dlaczego? – a dlatego, że aby powstał Twój samochód musisz użyć myśli ( która należy do świata duchowego). Mówiąc wprost – to myśl stworzyła samochód, a nie odwrotnie. A to znaczy, że myśl istniała wcześniej niż samochód. Jeśli uważasz, że jest inaczej, spraw, aby stało się odwrotnie i niech Twój samochód stworzy myśl. A skoro myśl była pierwsza i należy do duchowego świata, to logiczne, że Wasze „NIC” miało początek w świecie duchowym.

To mi się nawet podoba, jednak to nie zupełnie jest odpowiedź na moje pytanie.

– wiem, ale teraz zakończymy tę rozmowę i porócimy do niej jutro

Następnego dnia, kiedy wstawałam z łóżka, poczułam niewielki ból w kostce więc postanowiłam jeszcze przed wyjazdem na nasze drugie spotkanie zadzwonić. Powiedziałam, że kostka troszke mnie boli.

– to dobrze. Proszę gdzieś wygodnie usiąść i skupić na na miejscu, gdzie boli, a ja w tym czasie znajdę „pani monetę” i zrobię co trzeba. Po 15 minutach może pani wstać,  pójść na dworzec  i przyjechać do mnie.

Wyszłam więc do hotelowego ogrodu, znalazłam zaciszne miejsce z wygodnym fotelem i usiadłam skupiając się na mojej kostce. Przez 3-5 minut nic się nie działo, nagle nastąpiło coś jakby  delikatne „szarpnięcie” – to uczyniło mnie jeszcze bardziej uważną,  a potem poczułam znane mi już  mrowienie  i uczucie ciepła. Chyba zasnęłm, bo kiedy spojrzałam na zegarek, okazało się,  że minęła godzina od naszej telefonicznej rozmowy. Nie myśląc już o nodze, wybiegłam na dworzec, wiedząc, że jestem już spóźniona. Dopiero w pociągu zauważyłam, że noga jest zdrowa. Na dworcu czekał pan „GC” – mimo, że umawialiśmy się u niego w domu. Przywitał mnie z uśmiechem i zapytał:

– no i jak noga?

Jak nowa – powiedziałam i poszliśmy do auta.

– to teraz proszę jeszcze raz sformułować wczorajsze pytanie.

Nie pytam „czy” i „gdzie” jest świat duchowy. Pytam „czym” on jest i jak do niego dotrzeć.
– Niech pani – to co teraz powiem – dobrze zapamięta. POZA BOGIEM NIC NIE ISTNIEJE w skrócie (PBNNI). To w zasadzie jest odpowiedź na wszystkie pytania, jakie pani i inni z nas zadali i zadadzą jeszcze.
Jednak rozumiem, że pani pyta, bo ja też to robię, mimo, że sam kiedyś taką odpowiedź otrzymałem.To jest proste i ogromnie trudne zarazem. Na tym właśnie polega dychotomia Boga i świata. Nie zrozumiemy tego nigdy. Więc kiedy będzie pani miała wątpliwości, proszę sobie przypomnieć to zdanie.
Inną – równie ważną – jest kwestia samego Boga. Każdy z nas musi rozstrzygnąć istnienie lub nieistnienie Boga. Obecny stan jest taki, że ja ( posługując się narzędziami świata materialistycznego) nie mam dowodu, że Bóg istnieje, ale przedstawiciele tego świata (materialistycznego) nie mają dowodu, że Bóg nie istnieje. Więc  aby dać im „fory” w tej dyskusji jestem gotów przyznać, że nie wiem Czym lub Kim jest Bóg. Natomiast wiem że istnieje ( posługując się narzędziami świata duchowego)  i wiem, że jest jednocześnie immanentny i transcendentny.Wobec czego uważam, że pojęcie Boga należy ponownie zdefiniować i zapomnieć wszystko, co jak nam się wydaje, o Bogu wiemy.
Nie musimy nigdzie docierać. Nie musimy nigdzie iść. Nie oczekujmy zbawienia, nirwany, nagrody lub kary za życie jakie prowadzimy. Wszystko co było, jest i będzie – to jest już teraz. Naszym zadaniem jest tylko doświadczyć tego. Wiem, większość z nas ( z powodu materialistycznego podejścia) uzna to za banały i wyświechtane chwyty nie warte funta kłaków, złamanego szeląga i w tym tkwi kłopot. Nie można mieć czegoś, dotrzeć gdzieś – jeśli się w to nie wierzy. Wiem, że nie o to mnie pani pyta. Ale jak opowiedzieć ślepemu o kolorach?
Ludzie mówią, że tam ( np. w kościele) jest Bóg, a tam ( np. na wojnie ) Boga nie ma. A Bóg jest wszędzie. I nie ma takiego „miejsca” gdzie byłoby go więcej lub mniej. Nie ma też takiego człowieka, który byłby przez niego kochany bardziej lub mniej. Bo co pani bardziej lubi w sobie – nerkę czy oko? Wszystko co jest, jest „duchem”, ale nie wszystko przejawia się w materii. Materia to nic innego, jak duch „bardziej zagęszczony”. Prawdą jest, że Bóg stworzył nas na własne podobieństwo. Ale nie o to chodzi, że jest tak samo „zagęszczony” jak pani czy ja, ale o to, że jesteśmy z tej samej „substancji” – jesteśmy duchem, który ma ciało.
Świat duchowy jest wszędzie – jak Bóg (PBNNI). A więc „dotarcie” do niego nie jest kwestią  „transportową”, a  tylko i wyłącznie duchową. Pyta pani – czym  jest świat duchowy. Jest substancją Boga. Natomiast „dotarcie” polega na zmianie świadomości, ale tu znowu powstaje problem. Problemem jest samo pojęcie świadomości. Schodząc na ziemię :) powiem tak.
Czasami ludzie nic nie muszą robić, aby tam „dotrzeć” – ale jeśli komuś – jak na przykład mnie – jest śpieszno, może zastosować bardzo proste dostępne każdemu techniki, które to ułatwiają. Najprostsze z nich to medytacja i tak zwane OOBE – czyli opuszczanie ciała. Ten drugi termin jest mało precyzyjny, z powodu błędu jaki sobie zafundowaliśmy. Ponieważ nie można opuścić ciała, gdyż nie jesteśmy ciałem. Wobec tego właściwiej jest powiedzieć „odłączyć ciało”. Ciało to jest coś co mamy, a nie to czym jesteśmy.
Natomiast medytacja jest ogólnie znaną techniką – więc szkoda czasu na jej roztrząsanie. Technika OOBE ( out-of-body experience) zwana też Eksterioryzacją, jest prosta do nauczenia. Temu też nie ma sensu poświęcać czasu – powiem tylko, że najłatwiej zacząć od świadomego snu, który potem sam zmieni się w OOBE. Ale i tutaj potrzebna jest „wiara”, że to możliwe. Jednak te techniki są tak znane i doświadczane przez wielu ludzi, że nie trzeba być aż Jezusem, aby w nie uwierzyć i zastosować. Oczywiście nie można ( nie należy) tego robić dla zabawy lub z ciekawości. To są bardzo poważne narzędzia do bardzo poważnych doświadczeń i badań i tak należy je traktować. Inaczej mówiąc, nie można bawić się prochem, jeśli nie ma się odpowiedniej wiedzy o jego strukturze, zastosowaniu i właściwościach, ponieważ stosując je bezmyślnie można narobić sobie wielkich kłopotów

(część druga  za tydzień)

Łucja Kydryńska – Wszystkie prawa zastrzeżone.

Jeśli masz jakieś ważne pytanie, prześlij je na adres  gc@uzdrowicielgc.com.  Pan GC – odpowie na wszystkie interesujące pytania w ostatnim odcinku tego wywiadu.

Uzdrowiciel GC – część 2

Zamieszczony tutaj wywiad został udzielony na przełomie kwietnia i maja 2014 dla strony www.PoradnikMilionera.pl

„PBNNI” – to mnie przerasta. Przecież nie zaprzeczy pan, że rzeczy materialne istnieją. Nie zaprzeczy pan, ewolucji, prawom fizyki,  itd. ?

– nie, nie zaprzeczam. Co prawda ewolucja Darwinowska w całości nie jest do przyjęcia, ale w obrębie gatunku – tak.

Nauka potrafi dowieść, że rzeczy materialne istnieją i dlaczego.

– nie. Nauka tylko potrafi opisać niektóre rzeczy, ale ich nie stworzyła – więc ktoś to musiał zrobić. Nauka opisuje jak działają różne rzeczy ale nie mówi dlaczego. Fale radiowe, światło, podczerwień, cząsteczki i co tam jeszcze pani wymyśli – wszystko to już było, kiedy nauka dopiero powstawała.
Kamień wydaje się być czymś trwałym i materialnym. Ale jeśli użyje pani odpowiednich instrumentów to okaże się, że jest tylko lub aż – energią. Cały wszechświat jest z tego samego i w tym samym (PBNNI).

Ok. Wróćmy więc do tego co mnie najbardziej interesuje. Świat duchowy. Czy może pan opisać „pobyty” tam?

– :):):):). Komuś, kto tam bywa nie muszę opisywać, bo wie. Natomiast komuś, kto tam nie był lub tylko tego nie pamięta – bardzo trudno to opisać. Musi pani zrozumieć, że w świecie duchowym ( w świecie absolutu) wszystko jest troszkę inne, ponieważ obowiązują tam inne „prawa”. Jest nam bardzo, bardzo,
bardzo daleko do tych praw. Słyszała pani zapewne o bozonie Higgsa. To takie samo „coś”, jak ciemna energia czy ciemna materia ( takie samo, w tym sensie, że nikt tego nie widział i nie wie co to jest), no i jak na razie znajduję się w „NIC”. W każdym razie chcę powiedzieć, że ów bozon Higgsa, który jest tak
mały, że nie można go dostrzec nawet w takim cudzie techniki jak Zdarzacz Hadronów – „tam” jest jeszcze potężną skałą w porównaniu do „cząstek” o których nauka jeszcze nawet nie śni, a które tam istnieją i są substancją wszystkiego. To jest powód, dla którego tak trudno mówić o świecie duchowym. Jakiego by słowa nie użyć, to będzie tylko „dość blisko”, albo całkiem daleko od tego, co należałoby powiedzieć. Inaczej mówiąc nasz słownik, nasz zasób słów i pojęć jest zbyt ubogi, aby mówić o świecie duchowym. Kiedy powiem, że to „coś” co tam widziałem przypomina powiedzmy jabłko, to z pewnością wprowadzę panią w błąd.

Proszę spróbować

– pierwszy mój „pobyt tam” był spontaniczny. Kiedy „oderwałem się” od ciała, znalazłem się w jakimś domu – w przedpokoju. Na górze schodów, które tam były usłyszałem głos kobiety, która popędzała swoje dziecko aby szybciej się ubierało, bo gdzieś im było śpieszno. Wystraszyłem się, że mnie zobaczą i natychmiast „wróciłem” do ciała. Jednak ciekawość była tak wielka, że wróciłem tam ponownie. Kobieta ( matka tej dziewczynki) była już przy drzwiach, a dziewczynka schodziła po schodach. Popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i delikatnie pokiwała do mnie ręką.

Dziwiłem się temu chyba przez miesiąc. Byłem zaczarowany i dumny, że potrafię robić tak niemożliwe rzeczy. Po miesiącu – spróbowałem jeszcze raz, ale tym razem postanowiłem znaleźć się w określonym przez siebie
miejscu. Dzisiaj wstydzę się tego, więc nie powiem jakie to miejsce. W każdym razie udało się. No…….., to już byłem Bogiem. Kiedy „stałem się tym Bogiem” – umiejętność ta opuściła mnie. Potrzebowałem kolejnych pięciu lat, aby powróciła. Ale byłem już mądrzejszy. Przeczytałem dziesiątki książek, rozmawiałem z innymi, którzy to robili, medytowałem i tak owa „zdolność” powróciła.

I co dalej?

– ma pani tysiąc godzin czasu? – bo ja nie mam.

Przepraszam. Wobec tego proszę powiedzieć jak jest teraz?

– teraz, tam – mam przyjaciół, którzy wspierają mnie w moim rozwoju. Mogę „udać się” dokąd chcę, rozmawiać z kim chcę, i wiedzieć co chcę. Ale i tam jest coraz trudniej. Ostatnio dzieje się tak, że kiedy potrzebuję jakiejś informacji – otrzymuję ją …..no właśnie, jak to nazwać………..powiedzmy w „pakiecie” . O, to troszkę tak, jak spakowany plik w systemie ZIP, który potem trzeba rozpakować. Inaczej mówiąc, jeśli na przykład potrzebuję wiedzy o przysłowiowym jabłku – otrzymuję „plik” o wszystkich jabłkach we wszystkich światach razem z drzewami, historią i warunkami w jakich ono powstało. Nie jestem w stanie tej wiedzy zaabsorbować nawet, gdybym miał żyć na ziemi jeszcze tysiąc lat. Więc muszę się nauczyć zadawania bardziej precyzyjnych pytań. :) Gdyż nic mi z wiedzy, której nie potrafię spożytkować.

Czy ludzkie ciało jest doskonałe, a jeśli tak, to skąd biorą się choroby?

– to są dwa dwie oddzielne kwestie. Ciało człowieka jest tak genialnym, zdumiewającym i niewiarygodnie doskonałym „urządzeniem” że trudno znaleźć odpowiednich słów, aby je opisać. W jednej minucie powstaje w nim i ginie około 150 milionów czerwonych krwinek i miliard białych. Całe ciało – to około 7 oktylionów atomów, które wiedzą czym są i do czego służą. Związek chemiczny, który nazywamy DNA znajdujący się tylko w jednej komórce – po jego „rozpakowaniu” miałby 2 metry, a komórek w naszym ciele jest około 2 bilionów. Impulsy nerwowe pędzą z szybkością 400 km/h, a serce przepompowuje około 4250 litrów krwi na dobę. Mam wymieniać dalej? – myślę, że nie trzeba, bo i tak nie jesteśmy w stanie objąć tego ogromu naszymi zmysłami.

Jedno jest jeszcze istotne – w całej tej nieopisanie skomplikowanej maszynerii – 70% stanowi woda, której własności do dzisiaj nauka nie poznała w całości. Przy tej okazji warto wspomnieć o pewnym doświadczeniu
przeprowadzonym przez pewnego doktora nauk, którego nazwiska teraz nie pamiętam, a które wyglądało następująco: Naukowiec ten napełnił wodą kilkanaście butelek, a następnie wodzie znajdującej się w każdej z butelek przykazywał inną myśl ( werbalnie) po czym natychmiast zamrażał butelkę. Wyniki okazały się bardzo zaskakujące – woda zamrożona w butelkach, którym przekazywał słowa związane z miłością – miała piękną strukturę i była czysta i krystaliczna. Natomiast woda zamrożona w butelkach, które otrzymały
przekaz negatywny (oparty na strachu) – była mętna i o strukturze nieskoordynowanej. A skoro nasze ciało w 70% składa się z wody – to czy istotne jest w jakim otoczeniu przebywamy i co jemy? Przy tej okazji warto
też powiedzieć, że jest jeszcze inny stan skupienia wody, którego jeszcze chyba nie odkryto – przynajmniej ja nie słyszałem o tym, w każdym razie ten stan będzie nazywał się „krystalicznym” i dowiemy się ( w sposób naukowy) że woda na poziomie molekularnym potrafi się komunikować. Ale to tylko taka ciekawostka.

Proszę zrozumieć, że mówiąc o ciele – mówię o czymś, co znajduje się na najniższym poziomie tego Kim jesteśmy. Ciało jest zagęszczoną energią, która jest maleńką zmaterializowaną częścią duszy. Jak więc mądra musi być dusza? – a to nie koniec! Bowiem dusza również jest częścią, czegoś, co zwykliśmy nazywać Bogiem – jak więc mądrym i wspaniałym musi być ten Bóg ? ale czy to już koniec tej zależności ? – nie wiem, myślę, że nie ! W każdym razie nasze ciała są doskonałe, a więc głupio byłoby zakładać, że nie mają
stosownych „narzędzi do naprawiania” tego, co w nim – poprzez niewłaściwe myśli, strach, słowa, intencje i czyny – psujemy. Tak, człowiek wyposażony jest w doskonały program, który może być użyty do Samo- uzdrowienia, dlatego relacja pacjent – lekarz powinna zostać na nowo zdefiniowana.

Ma pan na myśli holistyczne spojrzenie na chorego?

– oczywiście, ale nie tylko to.

Proszę popatrzeć. Natura to – światło, prąd elektryczny, minerały, energia, cząsteczki, reakcje chemiczne,
drzewa, rośliny, ludzie, deszcz, galaktyki, gwiazdy, ziemia, woda, pierwiastki chemiczne, powietrze, materia ożywiona i nieożywiona, zwierzęta, moc, fale, ruch, skutek i przyczyna, przestrzeń, częstotliwość drgań, planety, doskonałość i Bóg.

Mówię o tym dlatego, abyśmy dostrzegli, że w naturze nie ma chorób. Owszem – są nazwy chorób (wymyślone przez medyków) ale te „choroby” to zazwyczaj skutek niewłaściwego myślenia i postępowania, a nie choroba, jak ją potocznie rozumiemy. Najczęściej występującym błędem ( oby to był błąd,a nie wyrachowane działanie) jest to, że „chorobą” nazywa się program, który znajduje się w każdym z nas – program samo-uzdrawiania. I
dopiero wtedy, kiedy takiego samouzdrowienia nie da się zataić, medycy nazywają je reemisją (oczywiście nie wyjaśniając na czym owa reemisja polega), ponieważ okazałoby się, że są, – tak, jak kapłani – niepotrzebni. Oczywiście nie mówię, że są zupełnie niepotrzebni, mówię to w kontekście tego, co powiedziałem przed chwilą: ….. „Relacja pacjent – lekarz, powinna zostać na nowo zdefiniowana”…….

Oczywiście tu używam dużego skrótu, tak samo jak, wymieniając składniki natury ponieważ tych przyczyn i składników jest znacznie więcej. Ale wszystko co powstało w naturze jest doskonałe i nie wymaga żadnych poprawek, ani modyfikacji, a Ci z nas, którzy tak myślą (lub tylko to głoszą) są oszustami lub ajłagodniej mówiąc – głupcami. W naturze wszystko jest na swoim miejscu, a to dlatego, że wszystko co się na nią składa jest częścią ogromnie wyważonego systemu, który jest świadomy, żywy i genialny, gdyż natura to Bóg właśnie..

Na szczęście wyłoniła się nowa grupa lekarzy, która dostrzega szkodliwość obecnej medycyny. To mądrzy i odważni ludzie, ponieważ głośne przeciwstawienie się temu, co obecnie w medycynie się dzieje wymaga
niezwykłej odwagi i poważnych naukowych argumentów, a ci ludzie je mają.

Do tej pory było tak, że jeśli ktoś ze świata medycznego ( ale nie tylko) przeciwstawił się oficjalnie uznawanym doktrynom, to w najłagodniejszym wariancie ośmieszano go lub zamykano w domu dla umysłowo chorych ( ale były i „przypadkowe” śmierci). Lobby medyczne i farmaceutyczne jest niezwykle bogate i wpływowe, dlatego będzie bronić swoich interesów do końca i to wszystkimi metodami.

No cóż, jeśli z „chorób” się żyje – to muszą istnieć i powinno ich przybywać – więc nie ma się co dziwić, że grożą nam urojone epidemie, a co gorsza nieurojone zgony. Tylko w USA zanotowano 1500 zgonów dzieci po szczepieniu przeciw WZW grupy B.

Aby nie być gołosłownym, przytaczam fragment protokółu z konferencji lekarzy „Nowej Medycyny Germańskiej”, o których wcześniej wspomniałem. Konferencja ta odbyła się 17 grudnia 2008 roku w obecności adwokata Eryka Bryn Tvedta.

Oto jej fragment: .…….Uczestnicy konferencji spotkali się z powodu głębokiej troski, wynikającej z faktu, że tylko w Niemczech dziennie umiera 1500 pacjentów wskutek stosowanej dzisiaj chemioterapii i morfiny. Przy użyciu Germańskiej Nowej Medycyny prawie wszyscy Ci pacjenci mogli by przeżyć……….

Czy to pani nie przeraża ? – bo mnie tak
To smutny, tragiczny i groźny fragment tej konferencji. Ale jest też dobra wiadomość – część lekarzy budzi się ! Może więc dostrzegą oni, że w naturze nie ma „chorób” – jest za to faza zdrowienia i choć objawy tych dwóch zdarzeń są takie same, to w swojej istocie – owe zdarzenia są absolutnie różne.

Wiem, rozmawiamy już długo, ale tylko jeszcze jedno ( może dwa) pytania na dzisiaj. Czy świat w którym, jak mi się wydaje bywa pan częściej niż tutaj – czyli świat duchowy jest w odczuciu przebywającej tam osoby taki sam, jak ten tutaj?

– W moim (naszym) świecie, świecie duchowym – nie istnieje czas, przeszłość, przyszłość, dobro, zło i podobne mity. Jest tylko jedno wielkie TERAZ. Teraz, w którym wszystko czego doświadczamy i będziemy dopiero odkrywać istnieje od zawsze. To co nazywamy tutaj przeszłością czy przeszłością, to tylko iluzoryczna perspektywa. Przeszłość i przyszłość nie są związane z miejscem – inaczej mówiąc – nie są miejscem we Wszechświecie – to tylko inne (kolejne) TERAZ widziane pod innym kątem. Ponieważ mamy taki pomysł, aby widzieć świat w sposób liniowy, to momenty których doświadczamy w fizycznej rzeczywistości wydają się odbywać w czasie -, który nie istnieje, którego nie ma. W rzeczywistości te momenty, rzeczy, itp. egzystują we wszystkich formach właśnie teraz i są tylko różnymi punktami widzenia tego samego momentu. To nie jest takie trudne do zrozumienia jak się wydaje. Trzeba tylko zrozumieć i zaakceptować wielość rzeczywistości (światy równoległe), a tego nasza nauka jest już blisko. O wiele trudniejsze jest zrozumienie „Absolutu”.

Kolejnym „problemem” jest to, iż sądzimy, że nasze prawa fizyki są obowiązujące wszędzie. Tak nie jest. Nasze prawa fizyki, które również i tutaj zostaną niebawem przedefiniowane, są tylko „prawami lokalnymi” i to z wieloma błędami. Tam one nie są obowiązujące, więc jeśli się żyje i tu i tam, to trudno się przestawić.

Ale wracając do wcześniejszego wywodu dotyczącego liniowego czasu. Nie chcę tu robić wykładu, bo to zajęłoby wiele godzin. Ale to co w trakcie prób zrozumienia tego musimy jeszcze wziąć pod uwagę to,to, że owe momenty nie są w ruchu, są statyczne. Najłatwiej to przyrównać do klatek na taśmie filmowej. Obrazki (momenty), których jest wiele w jednym „teraz” – są na tych klatkach statyczne, natomiast iluzyjnego wrażenia ruchu doznajemy poprzez sekwencyjność z różnych perspektyw.

Oczywiście nie musimy się uczyć tego, jak uzyskać dostęp do tych różnych równoległych rzeczywistości, ponieważ robimy to od zawsze, a więc to umiemy. Jedyne co nam teraz brakuje, to świadomość tego, że tak jest. Oświecenie nastąpi wtedy, kiedy zrozumiemy, że to nie świat ma się zmieniać tylko częstotliwość naszej wibracji. Jeśli podniesiemy naszą wibrację i zsynchronizujemy ją w wibracją Wszechświata – wtedy będziemy dostrzegać więcej niż teraz, będziemy dostrzegać to, co teraz jest dla nas niewidzialne. To oczywiście nie znaczy, że czegoś we Wszechświecie przybędzie – nie. We Wszechświecie – jak wcześniej mówiłem – jest już wszystko. Wszechświat, ponieważ został stworzony przez Boga – jest doskonały już teraz.

Coś jeszcze mi teraz przyszło do głowy więc powiem. Chodzi o zrozumienie liniowości czasu. Ponieważ nie znamy innego modelu, wydaje nam się, że czas płynie liniowo od lewej do prawej strony. Aby móc łatwiej zrozumieć, że tak nie jest – proszę spróbować sobie wyobrazić, że Wszechświat to kartki papieru nakładane jedna na drugą. Wszystkie kartki – w jednym „czasie” są w tym samym miejscu i nie przybywa ich – ponieważ już są.

To jest bardzo skomplikowane ?!

– nie. Tak się tylko wydaje kiedy się tego słucha tutaj. Natomiast kiedy się tego doświadcza tam, wszystko jest proste jak linijka.

Czy prawdą jest, że „tam” wszystko jest naraz i że każde życzenie się spełnia?

– ponieważ czas nie istnieje – wszystko dzieje się naraz. Jeśli zaś idzie o życzenia to troszkę jest skomplikowane. Prawdopodobnie chodzi pani o to, że myśli stają się rzeczywistością. Czyli to co tutaj mówimy, że „myśl jest twórcza”. Tak, to prawda.

Kronika „Akaszy” – co to takiego?

– „po naszemu” – to dysk, na którym zapisane jest wszystko. Z tym tylko, że „tam” jest (według naszej terminologii) więcej wymiarów. I tu kłania się owo powiedzenie „myśl jest twórcza”. Jeśli pomyśli pani, że ten „dysk” jest księgą – to będzie. Jeśli pomyśli pani, że owa „księga” jest w bibliotece (w budynku biblioteki) – to będzie. Ale jedno w tym jest niezmienne – czyta się od tyłu do przodu:)

Mam jeszcze około 150 pytań od czytelników naszej strony. Co z tym zrobimy?

– odpowiemy, ale nie dzisiaj.

Gra pan w lotto? ( muszę o to zapytać)

– ja już wygrałem w lotto

Kiedy?

– 7 lat temu

W jakiej grze?

– Mega coś tam

Mega Millions

– tak

Ostatnie pytanie – obiecuję ! Nasza strona właściwie zajmuje się grami w lotto i „poradami” dla milionerów. To nie jest dobre miejsce na ten wywiad. Nie żałuje pan czasu jaki poświęca pan nam?

– nie wiem, ale to chyba najtrudniejsze pytanie. Poprosił mnie o ten wywiad mój „pracodawca”. Ponieważ cenię sobie jego towarzystwo i czytałem wywiad, którego Państwu udzielił „Polski milioner zdradza sekrety”( z tego co wiem to jedyny wywiad na który wyraził zgodę) to i ja zgodziłem się. Życie jest tak skonstruowane, że ten kto ma przeczytać – to przeczyta. Nawet wtedy, gdyby to była strona dla wędkarzy. Ja z zasady unikam mediów, więc im mniej ludzi to przeczyta, tym lepiej dla mnie. Jednak akcja, którą pani – za moją zgodą – tutaj opublikowała – mam na myśli sesje bez rekomendacji – świadczy o tym, że było to potrzebne. Przyszło ponad 500 zgłoszeń. To oczywiście liczba, która absolutnie mnie przerasta, ponieważ ja przyjmuję 5 rekomendowanych osób miesięcznie. To troszkę smutne, że tyle osób w Polsce odnosi wrażenie, że nikt nie może im pomóc. Dlatego proszę przeprosić wszystkich, którzy tej pomocy ode mnie nie otrzymają. Ale i tak musiałem odwołać już umówione spotkania z osobami z rekomendacją – więc to jest wszystko, co mogłem zrobić. 7 maja mam pierwszą sesję z tej serii. Musiałem wybierać – więc wybrałem osoby, które potrzebują natychmiastowej pomocy. Na pani pytanie – czy nie żałuję odpowiadam – nie żałuję. Złote monety, które otrzymam od rekomendowanych i tak czekają na powiększenie mojej kolekcji :) A kiedy moja kolekcja monet zostanie zbudowana – wynajmę samolot i rozrzucę ją, aby ktoś inny mógł ją budować na nowo. To tak jak z życiem. Pielęgnujemy je, cieszymy się nim, a potem przychodzi czas, aby je zostawić. I jeśli miało sens, to ktoś inny podejmie się tego, aby je dalej upiększać. A my patrzymy na to „stamtąd” i wspieramy go, aby zabawa trwała nadal.

Ludzie często mówią: „życie, to jedyna rzecz którą mam” – i mają rację ! Tylko nie wiedzą, albo nie wierzą, że życia nie da się zakończyć. To „gra” która nigdy się nie kończy. Owszem, nasze ciała zaczynają i kończą, ale nie my :)

Ale…

– nic.  Ani słowa więcej :)

A więc ciąg dalszy nastąpi.

Łucja Kydryńska – wszelkie prawa zastrzeżone.

ps. Jeśli ktoś z Państwa ma jeszcze jakieś pytania – prosimy je kierować na adres: gc@uzdrowicielgc.com

Uzdrowiciel GC – część 3 (ostatnia)

 Zamieszczony tutaj wywiad został udzielony na przełomie kwietnia i maja 2014 dla strony www.PoradnikMilionera.pl

 

Ponieważ uruchomiono Pańska stronę internetową i jest tam dział w którym zainteresowani  mogą zadawać pytania, to (niestety dla mnie) skrócimy ten wywiad o pytania, które miałam zadać w imieniu czytelników naszej strony. Z tego co Pan mówił – na Pańskiej stronie nie będzie odpowiedzi na pytania prywatne i takie, które dotyczą Pana osobiście – wobec tego mam jeszcze szansę na zadanie kilku pytań, które mieszczą się w tej konwencji. Z mojej obserwacji wynika, że bardzo dba Pan o to, aby zachować prywatność, że nie powiem – anonimowość – dlaczego tak jest?

–  to dość proste. Jestem osobą prywatną, nie prowadzę zawodowo (zarobkowo) żadnej działalności więc nie widzę powodów, aby postępować inaczej. Jest pani teraz w moim domu, więc nie może pani powiedzieć, że jakoś szczególnie się ukrywam. Owszem, nie chcę być rozpoznawanym na ulicy, bo to kłopotliwe – ale o tym mówił już mój „szef” w swoim wywiadzie „Polski milioner zdradza sekrety” – jednak to nie jedyny powód. Moją zdolność uzdrawiania ograniczam w zasadzie do bliskich znajomych, a za pośrednictwem rekomendacji – do znajomych moich znajomych. Tym sposobem nie tracę wiele czasu na te uzdrowicielskie działania – więc mam czas na pracę, wypoczynek, podróże i medytację – inaczej mówiąc na życie. Na szczęście tutaj nie jest to zbyt kłopotliwe. W Monte Carlo mam tylko sześciu „pacjentów” a miasto jest duże. Natomiast w Polsce, gdzie bywam co najmniej raz w miesiącu,  nie chciałbym, aby każdy, kto tylko chce – odwiedzał mnie w mieszkaniu. Tak już tam jest, że niemal każdy chory sądzi, iż uzdrawianie jest moim obowiązkiem, ponieważ dar ten otrzymałem za darmo. Nie, to nie było „za darmo” i nie mam żadnych obowiązków. Opowiem tu pani pewną historię. Kiedyś ( w Polsce) uzdrawiałem pewnego pana. Wymagało to kilku wizyt ( jedna wizyta to mniej więcej trzy godziny pracy), aż wreszcie – choć połowicznie – udało się. Ten pan wiedział, że jestem kolekcjonerem złotych monet, więc wiedział też czym może mi zrobić przyjemność – choć zwykłe, a szczere „dziękuję” – wystarczyłoby  w zupełności. W każdym razie w ramach podziękowania otrzymałem od niego przysłowiowe „pół litra”. Oczywiście nie przyjąłem tego „podziękowania” ale to jest znakomity przykład, jak to działa. Ludzie zazwyczaj używają takich powiedzonek, że „zdrowie jest najważniejsze” czy też ” zdrowie jest warte każdych pieniędzy”. Nikt oczywiście nie zastanawia się nad tym, że nie musi dokonywać wyboru, ponieważ można być jednocześnie zdrowym i bogatym, ale wracając do tego pana. On nie był biedny. To co wydał na owe „pół litra” wystarczyło w zupełności na kupno maleńkiej złotej monety, albo choć jednogramowej „sztabki” – ale nie zrobił tego. Dlaczego ? – bo mu się nie chciało, bo uznał, że to mój obowiązek, bo aby kupić tę monetę – musiałby dokonać pewnego wysiłku, a po co? Ja nie muszę niczego dostawać, ale oczekuję choć szacunku do tego co robię. Nie potrzebuję pieniędzy, bo mam ich wystarczająco dużo z wygranej i z innych prac, które wykonuję. Na szczęście taka historia przydarzyła mi się tylko raz. :)

A jeśli ten ktoś jest biedny?

– nigdy nie odmówiłem niczego prawdziwemu biednemu. Znam biedę aż za dobrze. Bieda jest skromna, cichuteńka wręcz milcząca i rozpoznaję ją bez trudu, ale powiem teraz coś, co nie jest powszechnie dobrze rozumiane. Nie mam do biedy żadnego szacunku – owszem, dla biednych ludzi czasami tak, ale nie do biedy jako takiej. Bieda, ubóstwo – to najgorsze zmory naszych czasów. Przykro mi to mówić, ale pomysł, że bieda uszlachetnia człowieka jest błędny. Takie poglądy jeszcze do niedawna ferował kościół – a szczególnie Ci jego hierarchowie, którzy ledwo co, dawali sobie radę z dźwiganiem swoich opasłych brzuchów. Oczywiście jak zwykle wmawiali nam, że taka jest wola Boga, stąd też ten mit nadal cieszy się niezasłużoną estymą. Zresztą nie tylko takie pomysły wkładano w usta Boga.

Czy nauka przeczy, przeszkadza duchowości?

– nie – wręcz przeciwnie. Nauka wzmacnia duchowość tylko tego nie wie. Proszę zastanowić się czym zajmuje sie nauka. Nauka bada i opisuje rzeczywistość. Prawdę mówiąc fragment rzeczywistości ( świat  materialny) ale jednak. Na świecie są setki tysięcy naukowców, którzy nie zajmują się niczym innym, jak opisywaniem doskonałości, którą Wszechświat jest. Ten Wszechświat był już przed powstaniem nauki, a ponieważ jest doskonały, to nic nie można już nowego stworzyć czy poprawić – można tylko nadać nazwy tym rzeczom, które zawsze istniały i opisać do czego służą. Stąd właśnie mamy takie słowa jak „kwarki, „atomy”, ” ciemne energie” , „ewolucję” , „supernowa” i wiele innych. Rzeczy te istniały i istnieć będą bez względu na to, czy mają nazwy czy nie. Nazwy po prostu ułatwiają nam porozumiewanie się. Inaczej mówiąc – nauka zajmuje się poznaniem Boga. Niestety słowa takie,  jak „Bóg”, „wiara”, „świadomość”  mają bardzo kiepskie notowania z powodu silnych powiązań z biznesem religijnym. Ale kiedy ten biznes wreszcie zbankrutuje ( a stanie się to na milion procent) wtedy pozostanie czysty sens – czyli Bóg ( mam nadzieję, że nadamy mu inna nazwę, aby już nie kojarzyć go z Bogiem obciążonym mitami religijnymi). Tak więc – nauka w żadnym stopniu nie przeczy duchowości, a tylko potwierdza to, co duchowość wiedziała już setki lat temu. Weźmy za przykład takich ludzi jak Arystoteles, Sokrates czy Platon. Ci ludzie żyli setki lat przed naszą erą. Arystoteles twierdził między innymi, że człowiek (istota ludzka) nierozerwalnie złączona jest z duszą i Bogiem. Ale nasza nauka, to taka troszkę „Zosia samosia”. Musi temu zaprzeczyć lub dowieść. I nie ma w tym nic nagannego – jest tylko strata czasu, ponieważ „PBNNI”. Nauka dojdzie do tego kiedy dorośnie. Musimy przyjąć do wiadomości, że jesteśmy jeszcze na bardzo prymitywnym poziomie, więc potrzeba na to czasu, aby dorosnąć. Inne cywilizacje, które istnieją we Wszechświecie są zazwyczaj od nas starsze, a więc rozumieją już lepiej od nas – co, dlaczego i jak działa. Ale bądźmy spokojni i wielkoduszni – nauka kiedyś dorośnie, a wtedy będziemy jej wdzięczni za to, że „wypędziła” religię i zbliżyła się do duchowości, co pozwoli nam lepiej rozumieć Boga i nasze miejsce na ziemi. Może być pani niemal pewna, że jeszcze za pani życia  nasza cywilizacja dokona wielkiego skoku.

Niby jak?

– „Byty” z innych rzeczywistości są już bardzo blisko nas. I kiedy tylko będzie na to dobra pora – ujawnią się, a to zmieni nasze postrzeganie świata na zawsze.

Chce pan powiedzieć, że wylądują u nas ufoludki?

– tak, to chcę powiedzieć, choć tak bym ich nie nazwał.

Skąd Pan to wie?

– Oj pani Łucjo! – każdy to wie, tylko nie, że wie. Musi pani być bardziej uważna, a wtedy zobaczy pani i więcej i lepiej. Świat zbudowany jest z substancji Boga. Ta substancja w nauce ( przynajmniej w badaniach Sheldrake’a.) nazywa się „polem morficznym”. I nie ważne czy Pan Sheldrake wierzy w Boga, czy nie – pole takie rzeczywiście istnieje. Jest  czymś w rodzaju „operatora” ( tak samo jak nasz mózg), który „obsługuje” łączność między ludźmi. To bardzo trudne do opowiedzenia, więc ograniczę się tylko do tego, że przy pomocy tego pola – Fakt, iż jesteśmy jednym – jest bardziej możliwym do zrozumienia. To właśnie to pole przyczynia się do tego, że będąc jednym organizmem, mamy poczucie odrębności, a co za tym idzie – łatwiej nam być odpowiedzialnymi.

Czy uzdrawianie ma z tym jakiś związek?

– troszkę ma. Uzdrawianie, to przekazywanie energii obsługującej „urządzenia” w naszym ciele, odpowiadające za naprawianie (samo-uzdrawianie). Ciało ludzkie z natury jest doskonałe, jak i wszystko inne, co natura (Bóg) stworzyła, a fakt, że czasami rodzimy się „ułomni”  jest naszym wyborem. Jednak najważniejszym w tworzeniu „choroby”  jest nasz umysł. To tam właśnie powstaje „konflikt”, który objawia się nam jako „choroba”.

Jak rozumieć, że ułomność jest naszym wyborem?

– pyta pani o rzeczy, które wymagają napisania całej książki, aby to wyjaśnić. Wobec tego użyję dużego skrótu. W czasie i miejscu, w którym nie ma pani ciała – postanawia pani doświadczyć życia na ziemi. (Ziemia – to taki „teatr” w którym krew jest prawdziwa). A więc jak przystało na dobrego aktora, wybiera sobie pani rolę, którą tam będzie „odgrywać” – aby doświadczyć w pełni tego, co sobie pani zamierzyła. Jeśli pani zamiarem jest doświadczenie „niedoli” – albo to ma być pomocne na przykład pani rodzicom – to wybiera pani ciało ułomne. Jak już pani się urodzi – to lekarze powiedzą, że to lub tamto jest w pani ciele „zepsute” i dlatego jest pani „chora”. Tu pojawia się już pani rola w życiu pani rodziców. Bowiem muszą się do tego jakoś odnieść, a z jakichś powodów to odniesienie jest im potrzebne. Jeśli teraz zdecydują, że pani ciało będzie żyło – to ta rola zaczyna się już w pani życiu. W ten sposób darowuje pani im ( rodzicom) największą miłość, bo któż chciałby dobrowolnie żyć w ułomnym ciele? To troszkę tak, jak w opowieści z Jezusem i Judaszem. Ktoś, przed urodzeniem – musiał się zgodzić być „zdrajcą” , być Judaszem. Ale tak na prawdę, bycie Judaszem było wielką ofiarą dla Jezusa – przejawem wielkiej miłości. ( oczywiście tylko wtedy, gdy ta historia jest prawdziwa) :)

Chyba rzeczywiście zadaję zbyt trudne pytania, bo nawet odpowiedzi do końca nie rozumiem. Ok – wróćmy zatem do ziemskiej rzeczywistości. W trakcie wcześniejszych rozmów powiedział pan, że złoto ma w tym jakieś znaczenie. Czy może pan to rozszerzyć?

– złoto i inne „szlachetne” metale pochodzą z kosmosu. Spadają na ziemię w trakcie wybuchów supernowych. Kiedyś „tam” – byłem świadkiem „przedstawienia”, które mogę opisać mniej więcej tak: :  Wybuch supernowej powoduje rozprzestrzenianie się światła. To „światło” w „stwardniałej” postaci spada na ziemię i tak tutaj przybywa. Inaczej mówiąc – złoto staje się „łącznikiem” między ziemią, a kosmosem. Ale nie jest to takie proste, jak się wydaje. To „stwardniałe” światło, jest łącznikiem tylko wtedy, kiedy posiadamy odpowiednią świadomość. Nie wiem dokładnie co nauka wie i mówi o świadomości, ale nie należy ona do świata materialnego. Jest i znajduje się poza naszym materialnym światem i należy do świata duchowego – wracając jednak do złota chcę powiedzieć, że ktoś, kto ma dużo złota nie musi wcale z tego wcale korzystać (nie mówię tu o wartości materialnej złota), ponieważ to wymaga „wiary”. Nie mówię tutaj również o wierze rozumianej potocznie, a związanej ściśle z kościołem. To nie o takiej wierze tutaj mowa. „Wiara” – to jedno z tych pojęć, które jak „Bóg” – należy przedefiniować. W każdym razie, jeśli spełnia się warunki, to złoto w ogromnym stopniu ułatwia kontakt ze świadomością, z której można otrzymać każdą wiedzę. Wiem, że to brzmi  niezbyt zrozumiale, ale musi pani zrozumieć, że mówię o czymś, co istnieje w świecie innym, niż nasz. To troszkę tak, jakby używać terminologii medycznej do rozmowy z rybą.  W „tamtym” świecie istnieją zupełnie inne prawa, które tutaj nazywamy „prawami fizyki”. Więc łączenie tych światów to to samo, co używanie „praw fizyki” do świata kwantowego. Tam też nic do siebie nie pasuje, a jakoś trzeba to powiedzieć. Wobec tego używam tak idiotycznych zwrotów, jak „stwardniałe złoto” – ponieważ nie ma u nas słów, którymi można to opisać.

Czy ma pan jakiś pogląd na temat uzdrawiania. Chodzi mi o to – czym ono jest i skąd się bierze?

– szczerze mówiąc nie mam. Nie wiem czym jest, ale to w zasadzie nie ma znaczenia. Proszę mi powiedzieć czy dla kury znoszącej jajka ma znaczenie, czy czynność ta jest opisana przez człowieka, czy nie? – nie, nie ma znaczenia. Znaczenie ma zdolność znoszenia jajek i czy te jajka są smaczne i zdrowe, czy nie. Z tego co wiadomo, energia która płynie przez moje dłonie dostarcza „urządzeniom” znajdującym się w ciele człowieka dodatkowej energii, aby to „urządzenie” miało więcej siły do samo-naprawiania się. To troszkę jak prąd dostarczany do żarówki. Myślę, że każdy człowiek ma tę zdolność, choć nie każdy w tym samym stopniu. U mnie „objawiło” się to wtedy, kiedy po raz pierwszy – jeszcze niezdarnie – odpowiedziałem sobie na pytanie: Kim jesteś? Nie mówię tu oczywiście o „wiedzy” kim jestem, ale o „poczuciu”, że jestem właśnie tym, a nie czymś innym. Skąd się to bierze? – chyba stąd, co wszystko :)

Czy ma pan ulubionych uzdrowicieli w Polsce? 

– nie, ponieważ nie znam ich. Natomiast dużo dobrego słyszałem o Leszku Żądło, pani Wolskiej oraz o panach: Ulmanie i Idzikowskim (przepraszam, ale  nie pamiętam imion wszystkich osób)

Skoro bierze się stąd, co wszystko – to znaczy, że jest wszędzie. A jeśli tak jest, to dlaczego chory nie potrafi pobrać sobie tej energii sam?

– proszę zapytać chorego:). Ja tego nie wiem. Dotykam chorego, a on zaczyna zdrowieć – myśli pani, że to mnie nie dziwi? Za każdym razem jestem tak samo zadziwiony. Jednak jest czasami tak,  że to nie działa (dwa razy tak było).

Wiadomo dlaczego?

– Tak na prawdę to nie wiem. Jedyną wspólną rzeczą dla tych osób było to, że nie chcieli już żyć (tak przynajmniej mówili). I to nie chorzy poprosili mnie o pomoc, a ich rodziny. Dlatego też – od wtedy – nie przyjmuję zaproszeń od rodziny. Musi to zrobić sam chory. Oczywiście nie mówię tu o sytuacji, w której chory nie jest w stanie tego zrobić.

Pomówmy zatem jeszcze o innej pańskiej działalności. Jest pan „Duchowym doradcą” – przynajmniej jednej osoby. Na czym ta praca polega?

– o, to coś, co lubię wiele bardziej, niż uzdrawianie ciała.

Dlaczego?

– bo lubię ludzi, lubię ich towarzystwo. To nie jest jednorazowa „znajomość” – to proces, który trwa długo i właściwie czyni to samo (uzdrawia) ale nie tylko ciało. Utaj mam większe pole do działania i więcej ode mnie zależy. W przypadku uzdrawiania ciała jest tak, że powiedzmy ból ustaje, osoba czuje się świetnie, wyniki lekarskie pokazują zmianę, ale….? nie mam wpływu na to, co uzdrowiony będzie robił dalej. Przecież był jakiś powód tej „choroby” i jeśli „pacjent” nie zmieni sposobu myślenia, niewłaściwych nawyków czy jedzenia – to „choroba” może powrócić. Na szczęście niezbyt często tak jest, ale może być. Natomiast doradztwo duchowe trwa długo i podczas tego procesu zachodzą zwykle trwałe zmiany. Kiedyś zrobiliśmy tak, że mój klient nagrał siebie w trakcie różnych czynności, rozmów, itd. – przed podjęciem współpracy. Po trzech latach obaj zobaczyliśmy ten film – po jego obejrzeniu otrzymałem największą złotą monetę, jaką mam – ma 1 kilogram:). To była metamorfoza nie do opisania. Sam nie wierzyłem, że tak bardzo można się zmienić. Oczywiście w trakcie tego procesu dostrzegam pojedyncze zmiany – na przykład reakcje na różne sytuacje, poglądy, sposób reagowania na inne osoby, itd. – ale nie widać tego tak kompleksowo, jak to było na tym nagraniu.

To jest pan bogaty !

– nie, to jest kolekcja złota, a nie „majątek”. Nie mam pojęcia ile to wszystko waży i ile jest warte w pieniądzach. Zresztą nie ma to znaczenia, bo mówiłem już pani co zamierzam z tym kiedyś zrobić :), a czy jestem bogaty? – nie wiem. Na pewno nie tak, jak moi „klienci” ale nie brakuje mi niczego – więc chyba tak.

Jak staje się człowiek bogatym?

– najtrudniej jest z pierwszym milionem. U mnie nie było to trudne, bo wygrałem ( powinienem reklamować Państwa stronę internetową ), a potem to już „pikuś” jak mawiają znawcy. Pieniądze mają to do siebie, że się „lubią” – więc przyciągają się same do siebie. Proszę mi wierzyć, że gdybym chciał zostać prawdziwym milionerem, to mógłbym to zrobić w 3-5 lat ( mówię o setkach milionów). Tylko po co?  Rozumiem, że są ludzie, których to bawi i nie widzę w tym nic zdrożnego. Ale ja niewiele potrzebuję – jedzenie, książki, podróże, czasami jakieś „szaleństwo” np. garnitur. Ja potrzebuję czasu – a tego nie bardzo da się kupić. I tak zbyt wiele poświęcam go na niekorzyść życia duchowego. Uwielbiam „tam” być. Szkoda, że nie każdy wie o czym mówię, ale Ci którzy wiedzą – na 100% zgadzają się z tym. Co raz trudniej jest mi stamtąd powracać.

Ok. – wróćmy więc do doradztwa. Jak to wygląda w praktyce?

– w zasadzie to polega na rozmowach, no czasami dochodzą jakieś inne „czary”. Najprzyjemniejsze jest to, że zwykle – albo najczęściej – „klient” zabiera mnie w podróż. W trakcie takiej podróży jesteśmy troszkę zdani na siebie, a co za tym idzie – mamy więcej czasu i możemy „dotykać” ważniejszych spraw, niż tylko bieżące problemy. Przy tej okazji zwiedzam świat, a czasami łączę to z uzdrawianiem – wcześniej umówionych przez mój zespół – innych osób w danym kraju, takie „dwa w jednym” :). Chyba największymi problemami – które ważą na to jak żyjemy – jest strach przed śmiercią oraz takie „ogólne niezadowolenie” z  życia, mimo, że mój klient jest niezwykle zamożny. Zresztą każdy z moich „klientów” jest bardzo zamożny. Posiadanie takie doradcy nie było kiedyś tak popularne, to chyba przywlokło się do nas ze Stanów i to z pewnością najlepsza rzecz jaką  stamtąd mamy:). My – ludzie – nie widzimy siebie. Zazwyczaj nie wiemy, jak postrzegają nas inni. To akurat szczególnie dotyczy milionerów, bo prawie wszyscy im fałszywie schlebiają. A więc mój przyszły „klient” musi się zgodzić na to, że nie będę mu schlebiał, ale najdelikatniej jak potrafię, będę mówił mu prawdę. To – w tych relacjach – jest absolutnie niezbędne i na początku, bardzo trudne dla obu stron. Drugą ważną rzeczą jest wzajemne zaufanie i szczerość. To również trudne, bo skąd niby to brać? – przecież na początku nie znamy się. Nie mam też żadnej rekomendacji ( chyba że poleci mnie mój klient), ponieważ nie ujawnia się danych innych klientów. Tak więc są problemy na początku. Jednak po pewnym czasie one znikają gdzieś i wtedy już zaczyna się poważna praca. Właściwie to moje zadanie polega na odpowiadaniu na trudne pytania lub wykazaniu, że „klient” zna już na nie odpowiedzi. Czasami też prowokuje się pytania, aby  „dotknąć” spraw najbardziej istotnych, a z różnych powodów skrywanych. Czasami też pytania są bardzo proste, ale „klient” nie ma ich komu zadać, w wstydzi się, że tego nie wie. A tu ma mnie – gościa, który nikomu nic nie powtórzy, który nie ocenia go, który go lubi i życzy mu dobrze.

Wszystkich swoich klientów pan lubi?

– tak. Tych których nie lubię, nie zostają moimi klientami.

Ile kosztuje godzina takiej pierwszej konsultacji?

– jedna sesja to minimum 3 godziny i z powodów dyskrecji nie odpowiem, ale bardzo dużo, jak na polskie warunki 

150 Euro?

– dużo więcej.

Ok. – widzę, że nie unikniemy tego tematu więc powiem tak:  – normalna stawka ( w każdym kraju poza Polską)  wynosi 5 000 Euro za trzygodzinną sesję lub 10 000 Euro za dobę i  dla tutejszego milionera  ( czyli dla mieszkającego w Monaco), to nie są żadne pieniądze. Zresztą to nie ja wymyśliłem te stawki.  Stawki „rosły” dlatego, że jest za dużo chętnych, a ja nie umiem odmawiać – więc prościej było podnosić stawki, niż ograniczać ilość klientów w inny sposób.

Prawdą jest też to, że gdybym ten czas przeznaczył na zarabianie – zarobiłbym znacznie więcej. To chyba ciekawość ludzi skłania mnie do tego rodzaju działań. Ponieważ te pieniądze z doradztwa, też nie są mi tak znowu bardzo potrzebne. Mam dwa garnitury – czyli o jeden za dużo, a to znaczy, że wszystko mam.

To, co robię – nie jest łatwe, bo gdyby tak było to każdy by to robił.  Czasami bywa tak, że problem jaki ma do rozwiązania mój „klient” spędza mi sen z powiek całymi tygodniami i trudno to przeliczyć na pieniądze.

Pański czas jest drogi.

– tak, to prawda. Ale ja mam 70 lat – więc mój czas inaczej się liczy niż Pani.  Zresztą „drogość lub taniość” to bardzo względna rzecz. Proszę sprawdzić ile zarabia chłopak, który ładnie lub mniej ładnie kopie piłkę – a on ma jeszcze przed sobą dużo więcej czasu, niż ja. Zresztą jest mnóstwo innych doradców – więc klient ma wybór. 

Wiem, zbliżamy się do końca mojego czasu. Muszę tu powiedzieć, że właściwie to żałuję, że będzie strona o panu, bo to skraca naszą rozmowę.

– nie tak bardzo. Czytałem te pani 150 pytań od czytelników. Tam jest kilka pytań, na które warto odpowiadać.

Czy tam właśnie umieści pan odpowiedzi na te niezadane pytania?

– tak. Będę odpowiadał na 2 – 3 pytania miesięcznie.

Wobec tego ostatnie moje pytanie. Czym, Kim jest Bóg ?

– nikt nie odpowie pani na to pytanie. Mogę tylko powiedzieć, że nie jest to facet (ani osoba) wymachująca z nieba piorunami. Nie jest to Bóg, którego „znamy” z mitów kościelnych. Nie jest to ktoś czy coś – co czegoś nie może lub kogoś czy coś wyróżnia. I sądząc po tym czego jest twórcą i co możemy podziwiać każdego dnia  –  to jest to byt najdoskonalszy z możliwych do wyobrażenia. Żałuję bardzo, że religijny biznes tak bardzo nam go obrzydził, iż część z nas straciła wiarę. Kocham Cię Boże i wybacz mi jeśli nie mam racji, ale kościoły, które się na Ciebie powołują – brzydzą mnie.

I tym optymistycznym akcentem kończymy ten wywiad. Bardzo panu dziękuję w imieniu własnym i naszych czytelników. Co prawda mam jeszcze kilka istotnych pytań, ale zadam je tak, jak mogą to zrobić wszyscy inni – czyli udam się na pańską stronę internetową i tam je sformułuję.

Adres strony pana GC to:

www.gc-healer.com   lub www.uzdrowicielgc.com

Łucja Kydryńska – wszystkie prawa zastrzeżone