EnglishAfrikaansPolskiالعربيةБългарски中文(简体)ČeštinaDanskNederlandsEesti keelSuomiFrançaisDeutschΕλληνικάMagyarÍslenskaBahasa IndonesiaGaeilgeItaliano日本語한국어LatīnaLatviešu valodaLietuvių kalbaMaltiNorskPortuguêsRomânăРусскийCрпски језикSlovenčinaSlovenščinaEspañolSvenskaภาษาไทยTürkçeУкраїнськаTiếng Việtייִדיש

Edgar

Właśnie przeczytałem Pana odpowiedź na pytanie o zmianach (nr.86) i powiem jedno. Po warsztatach na Bali w których miałem przyjemność uczestniczyć zmieniło się w moim zyciu wszystko! Tak, Wszystko ! Przed warsztatami wierzyłem w różne „metody” duchowe takie jak Reiki, Kwantowe uzdrawianie, dwu punkty, metoda Silvy, itd, etc. – dzisiaj wiem (jestem przekonany), że to były półśrodki albo zwykłe brednie. PBNNI – to jak Pan mówi, jedyna prawda ! To było bardzo trudne i długie aby to zrozumieć i przyjąć jako swoje (jak Pan mówi – być tym), ale to w moim przypadku udało się. No nie w pełni, bo jak? skoro od tysięcy lat wpajano mnie i moim poprzednim ciałom te bzdury katolickie. Jednak to co dzisiaj jest „Moje” – w pełni mnie zadowala. Od 2 miesięcy mam „opiekuna” – mówię o tym w cudzysłowie, ponieważ teraz wiem, że zawsze go miałem – i każda podróż  OOBE  bardzo mnie buduje. Nie odczytałem mojego słowa z kartki ( mówię o kotwicy) i wiem, że psuję Panu statystyki – ale trudno :) za to podróżuję teraz w OOBE bardzo swobodnie i to co tam „zyskam” nie jest możliwe do opisania. To „wyświechtane” słowo BÓG – zmieniło się u mnie bardzo. Teraz Bóg jest Bogiem, a nie jakimś „starcem” co nam grozi i nas każe.Wiem też co nas czeka i wiem, że jest to bliżej niż blisko. Nie pojmuję tej obojętności ludzi, choć może jest tak dlatego, że „koniec świata” miał być już tysiące razy? Wiem też że to co „za chwilkę” się zdarzy nie jest końcem świata, a tylko „oczyszczeniem”, co jednak nie zmienia tego, że miliony ludzi straci swoje ciała. Ciała, którymi myślą, że są. Wiem, że nie znosi Pan wychwalania i takich tam, ale to co na tych warsztatach Pan dla mnie zrobił jest nieocenione. Już przestałem się martwić zdrowiem – które mam -, pieniędzmi – które mam -, itd. A nawet doradzam znajomym, aby pożyczali pieniądze z banków, bo i tak nie zdążą ich oddać, gdyż przestaną istnieć :) Sam też wydaję prawie wszystko na podróże i swór dalszy rozwój Na koniec powiem tylko jedno – nie ma NIC WAŻNIEJSZEGO – niż wiedzieć Kim jestem !!!!!

Dziękuję za warsztaty, dziękuję, że Pan przeżył te okropności w Nicei, dziękuję Panu i  Bogu za moje wspaniałe ( od 2 lat) zycie.

Edgar N. – Kopenhaga

Beata S.

Drogi Panie GC, nie wiem, czy mogę wypowiadać się w tym miejscu skoro nie byłam, nie jestem Pana klientką, co nie znaczy, że nie chcę Pana poznać, bo z radością , kiedy nadarzy się takowa okazja, to to  uczynię, Jeśli i taka będzie Pana wola.

Moim doradcą jest SAM OJCIEC WRZECHRZECZY zatem nie ma na Pańskich stronach takich informacji, o których bym nie wiedziała, no za wyjątkiem tego , że to Dusza ma ciało , a nie odwrotnie :) Jednak urzeka mnie zakładka START, piękno Ziemi, oddech Matki Natury, przyznam zaglądam tam codziennie i chodzę 2 cm wyżej :) Gratuluję wewnętrznej mądrości, pokory, czucio wiedzy, szacunku do samego siebie i czasu, który Pan nie trwoni.:) Nade wszystko cudownych umiejętności, którymi się Pan dzieli. Pozdrawiam najcieplej – Pana Przedszkolanka, jeśli chodzi o medytację :)  Beata

IWONA

Nie wiem jak jest z innymi klientami, ale ja – po kilku wizytach – doszłam do takiego stanu, że teraz wystarczy mi spotkać się z Mistrzem na chwilkę i wszystkie moje problemy jeśli takie mam – znikają same po 10 minutach jego obecności. Nie wiem jak to się dzieje, moze to jest tylko w mojej głowie, ale tak jest i dziękuję za te spotkania. Dzięki nim, zyskałam we wszystkich dziedzinach życia całkiem spore sukcesy, ale najważniejszy z nich, to świadomość.

Kornel – Haag

Mam na imie Kornel i mieszkam w Haga. Na poczatku lipca bralem udzial w Pana warsztatach w Nicea  pt. „Tydzien razem” – (te warsztaty powinny nazywac sie „Tydzien Cudow”).  Pisze dopiero teraz, bo jest tak, jak pan mowil, ze mozna sie spodziewac. Same warsztaty wspominam bardzo dobrze – choc bardzo pracowite – ale to co sie dzieje teraz, to nawet pan tego tam nie powiedzial. W pierszy tydzien nic sie nie dzialo, ale teraz to same cuda.

Mam prace o ktorej panu powiedzialem, ze chce ja miec i bardzo dobrze placa (wiecej jak oczekiwalem), a
moja dziewczyna chce aby byc malzenstwem, czego jak pan moze pamieta – odmawiala. Teraz wszystko jest inne, nawet moje drzewko jaki zostawilem w domu bez podlewania wytrzymalo i „usmiecha sie” do mnie”  OOBE juz sie udaje i mam „tam” jeden przyjaciela, ktory we wszystkim mi doradza. Nasz „tajemny text” z warsztatow przeczytalem od wtedy do dzisiaj tylko jeden raz, a zmiany sa caly czas. Teraz budze sie z ciekawoscia kazdego dnia – co dzisiaj sie stanie? To co Pan tam dla nas wszystkich zrobil jest godne podziekowania – co to teraz robie.

Pozdrawiam i kocham wszystkich co byli w Nice, a pana najbardziej. Niech pan dlugo zyje i zrobi ten drugie warsztaty. Teraz moga kosztowac 10 razy tyle, bo w sobote pierwszy raz , tylko raz pomyslalem, ze chcialbym kupic nowe auto i na moj los wygralem € 36.436.50. Dziekuje !!!!!!! Ale na razie nie bede tego powtarzal, bo moze stanie sie tak jak pan ostrzegal. Uwazam co mysle i co sobie zycze zgodnie z tym co Pan nam powiedzial.

 

Weronika L

Najpierw muszę się do czegoś przyznać – nie wierzyłam, że leczenie i to tak poważnej choroby na odległość jest możliwe. Więc cofam moje niedowierzanie i jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję. Dziękuję również za suplementy, które otrzymałam z Nepalu (ciągle je jeszcze biorę) i proszę pozdrowić ode mnie Mistrza.
Jestem i zawsze będę Panu za to wdzięczna (moje nerki również) bo bez Pańskiej miłości i opieki pewnie by już mnie tutaj
nie było. Teraz już, tylko z wielką wiarą, czekam na to następne spotkanie w wiadomej panu sprawie.
Dziękuję i pozdrawiam Pana i Pański wspaniały
zespół.

Weronika L.

Kornel,C. – Amsterdam

Jest to historia o kamieniach nerkowych i zwątpieniu z Leszkiem Ż…. w tle, ale zacznę od samego początku.
Pierwszy raz o panu gc usłyszałem kilka lat temu w Belgii od znajomych znajomych. Ponieważ wówczas nic mi nie dolegało, a i życie wydawało mi się niekończącym się pasmem sukcesów, szybko zapomniałem o tym (jak o nim mówiono) niezwykłym człowieku. Jednak rok temu zaczęły mnie pobolewać nerki, a dokładnie jedna – prawa. Oczywiście dalej lekceważyłem tę nikłą dolegliwość do czasu pierwszego ataku kolki nerkowej. Wówczas poszedłem pierwszy raz ( pierwszy raz w tej sprawie) do lekarza. Okazało się, że mam w niej „piasek” i niewielkie kamyki. Zastosowałem zalecaną mi dietę, ale dolegliwość dawała o sobie znać coraz bardziej, aż doszło do następnych ataków. Każdy, kto to zna wie, że ból ten jest nie do wytrzymania. W końcu ( po kilku nocnych wizytach w szpitalach) zalecono mi operację. Zdjęcie mojej chorej nerki pokazywało, że mam kilka ponad centymetrowych kamieni, a lekarze (wszyscy u których byłem) jednogłośnie mówili: OPERACJA JEST KONIECZNA. I wtedy ponownie
przypomniałem sobie o panu gc. Na szczęście dla mnie, mój znajomy z Belgii dał mi rekomendację i szybko pojawiłem sie w Polsce, aby spotkać się z panem. 
Pierwsza wizyta zaskoczyła mnie zupełnie, ponieważ poza rozmową o Bogu i krótkim seansie polegającym na dotykaniu mojej  chorej nerki nic więcej nie pamiętam. Owszem w trakcie dotykania ból ustawał, ale wydawało mi się, że nie ma zmian. Dopiero sesje na odległość ( za pośrednictwem monety) powodowały dłuższe przerwy w bólu. Pojechałem więc na następną wizytę. Następna była podobna ( Bóg przede wszystkim) a nerka bolała, choć troszkę mniej i nie było ataków. Kiedy zapytałem czy ta nerka będzie zdrowa – otrzymałem odpowiedź, że „może będzie” ale muszę zastosować „dietę dla umysłu” a nie dla żołądka. Po drugiej wizycie w sesjach na odległość ( nie mieszkam w Polsce) uczestniczyły jeszcze jakieś zioła, które otrzymałem od pana gc. Kiedy pojawił się kolejny atak, zacząłem szukać informacji o mojej chorobie na różnych forach i tak trafiłem na stronę pana Leszka Ż…., gdzie przeczytałem sporo „złych” informacji na Pański temat. Przyznaję, że lektura ta spowodowała moje zwątpienie w pana i sesje, które co prawda poprawiły mój stan, ale nie uleczyły mnie. W tym czasie przerwałem też sesje na odległość i
byłem gotów odwołać następną wizytę w Polsce. Ku mojemu zdziwieniu, otrzymałem mniej więcej w tym samym czasie informację od pań z Pańskiego zespołu, że następna sesja nie odbędzie się z powodu „braku obopólnego zaufania”. Nie mogłem się temu nadziwić, ponieważ nie rozmawiałem z nikim na ten temat ( na temat mojego zwątpienia po wspomnianej lekturze). Przeczytałem jeszcze raz  te wszystkie wypowiedzi i zauważyłem, że nikt z piszących tam i ziejących jadem nienawiści, nie był pana pacjentem, a co za tym idzie – właściwie pisał o kimś,
kogo nigdy w życiu nie widział na oczy.  Również żadna wypowiedź nie była sygnowana przez pana Ż…, którego kiedyś czytałem jedną książkę i podobała mi się. Im więcej to czytałem ( a było to kilkakrotnie) tym bardziej nabierałem przekonania, że ta dyskusja na pański temat jest tam zupełnie jałowa……. i miałem rację. Dzisiaj wiem, że to kupa bzdur pisanych przez „niedorobionych terapeutów” i ludzi, którzy mają jedną z najbardziej  polskich cech – czyli zawiść. Bezinteresowną zawiść. No ale wracam do tematu, bo i tak poświęciłem im za dużo miejsca.
Po tej ponownej lekturze zadzwoniłem pierwszy raz do pana i ustaliliśmy nową wizytę. Trzecia wizyta też była poświęcona głównie Bogu – choć tu muszę wyjaśnić tym, którzy to przeczytają, że nie mówimy o „Bogu znanym z kościoła”. Na tej trzeciej wizycie otrzymałem jak zwykle dawkę energii ( choć wydawało mi się że większą niż zwykle) i zalecenie, aby w trakcie „zdalnych sesji” trzymać palce obu dłoni w określony sposób i dalej zjadać te
zioła. Aby nie zanudzić Państwa czytaniem tego napiszę tylko tyle, że do teraz – nie powiedziałem panu gc o tych chwilach zwątpienia, choć jestem przekonany, że wiedział o tym. Po trzech dalszych miesiącach (tylko zdalne sesje) moje kamienie „rozpuściły się” – tak, po prostu się rozpuściły, a dokładnie rzecz nazywając – „urodziłem” je. Można też – używając górnolotnych określeń – powiedzieć, że i ja też „urodziłem się” na nowo. Do teraz nie wiem co bardziej
mi pomogło – sesje na odległość, zioła, palce….czy może „dieta umysłu”?  Obstawiam to ostatnie ! 
Dziękuję Panu za zdrową nerkę i nowe, lepsze rozumienie Wszechświata. Bardzo dziękuję i przepraszam.

Kornel,
Amsterdam
.

Louise, H. – CA

G.C. transformed my life. I approach it in a new way. Emotion led connection with the divine matrix is the path I’m taking. I’m still green and I realise my negative thoughts keep taking over. But I am learning and consciously choosing the power of my heart over my mind.?

Louise, H 

 

Marta, N.Y.

Z całego serca dziękuję Panu za ostatnią sesję. Jak

Pan wie, mam tylko 16 lat, ale dziewczyny powiedziały mi, że wyglądam jeszcze
młodziej niż przed sesją – tylko że moje serce i głowa stały się bardziej
dorosłe :) Jeszcze raz bardzo dziękuję za okazaną mi na sesji troskę, miłość i
wyrozumiałość. Obiecuję, że na każdym pokazie będę o Panu myślała, a kiedy
dorosnę zaproszę Pan na pański ulubiony likier.
Do zobaczenia w Monte Carlo.
Marta (pozdrowienia od mamy i wszystkich moich
koleżanek z wybiegu)

zawodnik

Cztery miesiące temu byłem u pana na czterech wizytach, nie wiem czy mnie pan pamięta – jestem zawodowym piłkarzem. Chciałem się pochwalić że dwa tygodnie temu selekcjoner wybrał mnie do KD. Nie grałem jeszcze z Gruzją, ale w następnych meczach chyba już zagram. Myślę, że to daje rezultaty ta medytacja co mnie pan nauczył. Teraz robię to kilka razy dziennie i potrafię się tak skupić jak nigdy. Czytałem że mogę wynająć obraz do medytowania to napisałem do tych pań z sekretariatu i mi wyślą. To chyba poprawi jeszcze bardziej to medytowanie, bo z tym mam największe opory. Chciałem się umówić na następne wizyty, ale ciągle odpisuję, ze nie ma wolnych terminów. Teraz chcę popracować nie tylko nad skupianiem się i większymi osiągnięciami, ale tak w całości. Bardzo dziękuję za pomoc. Ten mój sukces jest też pana udziałem. Dziękuję

Paweł Ł.

Takiej frajdy nie miałem od lat. Wizyta u pana tak na mnie podziałała, że postanowiłem zmienić w swoim życiu prawie wszystko. Dopiero teraz widzę ile rzeczy zrobiłem nie tak jak trzeba było. Przedtem ciągle nie miałem czasu (przynajmniej tak myślałem) ponieważ goniłem za każdą złotówką. Teraz nie gonię, a zarabiam dziesięć razy tyle. Nie do wiary, że tego wcześniej sam nie widziałem. Jest dokładnie tak, jak pan mówił że będzie. Początkowo nie bardzo podobało mi się, że rozmawiamy o Bogu, Wszechświecie i takich tam „nieprzydatnych” sprawach, gdyż nie widziałem związku z tym, z czym przyszedłem do pana. Teraz widzę to jasno – nie miałem racji – przepraszam. Chcę jeszcze powiedzieć, że obecnie właściwie nie ma takiej rzeczy na którą bym patrzył tak samo. Choć w zasadzie patrzę tak samo, ale widzę to wszystko inaczej. Moje życie nabrało blasku, pędu i pełni. Moje kontakty z innymi ludźmi są teraz takie o jakich wcześniej marzyłem tylko. To samo jest ze zdrowiem, pieniędzmi, rodzinnym życiem. Mam czas na wszystko, a żona zmieniła się nie do poznania – choć może to dlatego, że ja się zmieniłem ? Nie uwierzy pan, ale mam sny. Przed spotkaniem pana, jak pan wie – sny zdarzały mi się raz na pięć lat, to dokładnie tyle samo co wakacje. A w tym roku byliśmy już na trzech urlopach i zimą zamierzamy odwiedzić Pana na tej wyspie, jeśli tam pan akurat będzie. Powiem panu jeszcze coś – czego nigdy nie mówiłem na naszych sesjach. Po pierwszej sesji sądziłem, że wywalam pieniądze na nic nie warte gadanie. Dzisiaj wstyd mi za to, ale skąd mogłem wiedzieć, że tak to się skończy? Reasumując – moje życie ma teraz sens. Dziękuję. 
Paweł – 16.11 2014

Paul – Brussels

Nameste.

Its such a wonderful voyage.  I am so happy and delighted for having made the right choice of undergoing this beautiful trip, though a bit late. I am very grateful for your session for me at the end of a fag just me crying, giving me the chance to experience tears of joy and gratitude. Thank you very much. May God bless you.

 

Nika Brown

Ja mogę napisać tylko jedno wieeeelkie DZIĘKUJĘ! Dziekuję za przyjęcie mnie, dziękuję za otwarcie oczy, dziękuję za nadzieja i za to, że pan istnieje. Wiem, że przywiązywanie się do Mistrza i „zapatrzenie” w Niego i Jego nauki – jak sam pan powiedział – nie jest właściwe, jednak trudno mi opanować zachwycenie, jakie po tej wizycie mnie opanowało. Prawie zrozumiałam
Kim jestem, a przynajmniej już wiem, Kim chcę być. To milowy odstęp od tego, gdzie byłam przed wizyta u pana. Robię wszystko co pan mi powiedzial, że mam robić i choć za mną mało czasu od wizyta, to widzę co duże kroki zrobiłam. Jak pan mówił, wszystko (prawie wszystko) wiedziałam, ale sposób w jaki mi pan to jeszcze raz powiedział sprawił, że teraz dopiero to wszystko rozumiem.

Zrobiłam też to o co pan prosił: podziekowałam moim Doradców w Australii za to, co dla mnie robili przez całe moje życie. Stało się też to co pan powiedział że będzie: dostałam nową pracę za więcej pieniądze i od dzisiaj mieszkam w Londonie. Do zobaczenia w Monte Carlo 13 października. Tym razem też będę bez kangaroo :)

Nika Brown – London

Joanna i Maciek

Moje „Drzewo Młodości” ma już 6 lat. Od trzech lat owocuje (jabłoń) i tyle samo spożywam moje jabłka. Nie umiem powiedzieć, że „odmładzam się” ale ze stuprocentową pewnością mogę powiedzieć, że się nie starzeję i nie choruję na nic, choć miałam dość poważne kłopoty z nerkami. Nie wiem na ile jest to zasługą sugestii, a na ile jabłek, które spożywam z tego
drzewa – ale tak naprawdę to nie ma znaczenia, ponieważ od początku byłam sceptyczna. Najważniejsze jest dla mnie to, że skutki tego „magicznego” działania są takie, jakich nieśmiało oczekiwałam. Miesiąc temu posadziliśmy z Panem GC drzewo dla mojego męża, który był jeszcze bardziej niż ja, sceptycznie nastawiony do tego rodzaju działań, jednak teraz przekonał się i zmienił swoje nastawienie……”Po owocach go poznacie” :)….

Życzę Panu, aby cieszył się Pan wraz z nami z tych drzew przez jeszcze bardzo długie lata i aby ponownie się Pan zastanowił, czy może jednakby nie odstąpić od decyzji, którą jak Pan nam powiedział – powziął. Wiemy, że przyjazdy do Polski są uciążliwe i wiemy ile ma Pan lat (choć nie wygląda Pan na tyle), ale „opuszczenie” nas – będziemy odczuwać jako stratę kogoś bliskiego. Myślę, że to nie jest tylko moje przekonanie, ale wszystkich. którzy mieli zaszczyt Pana poznać.
Joanna i Maciej Krasowscy. 

Andrzej Ch. – Norwegia

Od czasu zmiany Kryształowego Klucza przy moim drzewie, dwa tygodnie po Pańskiej wizycie, zaczęły sie dziać dziwne rzeczy. Wieczorem (nie codziennie) pojawia się światło, który wydobywa się z tych miejsc, gdzie są te kryształy. Początkowo sądziłem że coś mi sie tylko wydaje, bo bałem się podejść blisko drzewa, aż w końcu kiedyś podszedłem. Światło było nadal, ale nieco przygasało  jak podszedłem bardzo blisko. Troszkę to mnie niepokoi, ponieważ jak Pan być może pamięta, drzewo rośnie blisko płotu i światło to widzą wszyscy przechodnie, co zaczyna wzbudzać niezdrowe zainteresowanie.

Wczoraj zerwałem z niego pierwsze trzy jabłka – są przepyszne !!!  Po ich zjedzeniu bardzo chciało mi się pić, a przez ciało przechodzę mi takie fale ciepła. Czuję się świetnie. Nie wiem jak to opisać, ale to jest tak, jak Pan mówił, że będzie. Chodzi o to poczucie, że jestem „fabryką” energii. Dziwne, ale mam poczucie, że się dopiero urodziłem :) Nie mam na opisanie tego uczucia dobrych słów……troszkę to jest tak, jak człowiek czuje się po powrocie z długich wakacji. Wszystko jest takie, jak było przed wakacjami, ale „nowe”. Tak też jest ze mną. Wszystko jest takie jak było przed zjedzeniem jabłek, ale ja
jestem „nowy” :)

Dziękuję za wszystko i w następnym roku na wiosnę zapraszam Pana do nas, bo żona chce również mieć taki drzewo, choć jak Pan może pamięta – nie bardzo wierzyła w jego działanie, kiedy je sadziliśmy. Mam nadzieję, że w
tej opinii nie zdradzam żadnych tajemnic, a jeśli tak – to proszę je usunąć z tekstu przed jego zamieszczeniem.

Pozdrawiamy z Norwegii
Andrzej i Ewa.

Peter – Melbourne, Australia

It’s difficult to describe what mr.GC did for me. It was almost like being in his presence changed me. I left so much of my bullshit on his floor then I walked out his door. Almost none of it ever managed to find me again. My hair even started to grow back again! There is something ancient and magical about „GC”. I think about him all the time.

Peter

Zosia R. Warszawa

To naprawdę działa :)  !!! Jest tak, jak pan mówił. Moja cera wygładziła się i całe ciało jest bardziej jędrne. To niezwykłe ! Jeszcze raz bardzo dziękuję i zapisuję u pani Joli na ten „Kryształowy klucz”

Pozdrawiam serdecznie

Zosia

 

Theresa R, – Roma

Mr.GC, you were able to reach in and awaken something that has never even taken a single breath in this lifetime. I now believe in miracles and magic.

Tess

 

Janina R – Mediolan, Italia

Nie pisałabym teraz, gdyż pan gc prosił aby tego nie rozpowiadać, ale skoro temat został poruszony ( patrz pytanie nr 10) to pokrótce opiszę sytuację związaną z „odmładzaniem”.

Mam 53 lata, dwoje dorosłych dzieci i męża. W 2010 roku poznałam pana gc przez znajomą z Kuwejtu, która przeszła przez ten odmładzający cykl rok wcześniej. Ponieważ skutek widoczny był gołym okiem, jako kobieta, nie mogłam tego nie zauważyć. Dzięki jej uprzejmości otrzymałam od niej kod polecający i tym sposobem trafiłam do pana gc, kiedy przebywał on we Włoszech.
Od tego czasu minęło już ponad cztery lata, a ja nie zachorowałam ani razu ( przed tem miałam ciągłe problemy ze zdrowiem). Nie wypada mi tego mówić, ale wg. ocen moich przyjaciółek wyglądam ( a czuję się tak na pewno) młodziej z miesiąca na miesiąc. Zresztą nie muszą mi tego mówić, bo najbardziej widać to po zdjęciach. Nie tylko cera i włosy nabrały gładkości i ożywienia, ale i ogólne poczucie i fizyczna sprawność bardzo się zmieniły na lepsze. Niestety ma to też negatywne cechy, ponieważ wszyscy są przekonani, że kwas hialuronowy, botox i operacje plastyczne stosuję kilka razy w roku – tymczasem prawda jest taka, że nigdy czegoś takiego nie stosowałam. Nie wiem jak to długo będzie działać – choć podobno do końca życia –  ale jak na dzisiaj, to działa doskonale.

Moja córka, która jest modelką w Paryżu, również poddała się tej „magicznej” metodzie, ale ona ma dopiero 28 lat – więc nie widać tego u niej tak bardzo jak u mnie, choć każdy kto jej nie zna, sądzi – iż ma 19 lat. U niej również  wszystkie dolegliwości jakie czasami miewała odeszły do lamusa, no a o jej wyglądzie nie będę się rozpisywała. Zresztą nawet gdyby była brzydka i tak bym widziała w niej samo piękno. Ale obiektywnie – na ile to możliwe – mogę powiedzieć, że czas się dla niej zatrzymał.

O samej metodzie  oczywiście nic nie mogę ( i nie chcę) mówić, ale jest niezwykle naturalna i prosta. Mogę jeść co chcę ( oczywiście bez przesady), nie używam żadnych kosmetyków, nie biegam, nie chodzę do siłowni i Spa i nie mam żadnych dodatkowych czynności do codziennego wykonywania. Jedyna rzecz, to spotkania z panem gc –  raz w roku, w celu „odnowienia” pewnego rytuału, ale to żadna uciążliwość – a raczej ogromna przyjemność dla mnie. I
jeszcze jedno muszę tu napisać ( zakładam że mąż nie czyta tego ). Mój mąż ma 60 lat, ale bywało, że na ulicy dyskretnie oglądał się za młodymi dziewczętami, z czego oboje zwykle śmialiśmy się – dzisiaj tego nie robi ! i traktuje mnie jak kiedyś, kiedy oboje mieliśmy po 30 lat mniej. Nie wiem, może to próżność z mojej strony, ale ponownie czuję się jak 30 lat temu.

Nie wiem jak by moje życie się potoczyło gdyby nie to spotkanie?  Czasami myślę o tym i wtedy jestem wdzięczna Bogu za to, że mam tak wzruszająco cudowne życie. Jak jestem wdzięczna panu gc – nie muszę tutaj pisać, bo on wie to najlepiej. Ale jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam Pana.

Jana

 

ps. „ Ostatnia wieczerza” –  Leonarda da Vinci  ciagle jeszcze wisi :) 

Lena H. – Bern, Schweiz

Hallo Herr GC
Lange hatte ich überlegt, ob so eine Rückführung überhaupt etwas für mich ist. Heute muss ich sagen, ja das ist es. Viele zusammenhänge in meinem Leben sind mir jetzt klar geworden. Ich habe nicht nur für mich ein anderes Verständnis bekommen sondern auch für die Menschen um mich herum. Darum sage ich auf diesem Wege noch einmal ein herzliches Dankeschön.
Alles Gute Lena

Leszek,G – Gdańsk, Polska

Moja sesja u pana GC odbyła się 24.05.2014 w warszawskimi hotelu „MDM” i trwała ponad trzy godziny. Na początek wymieniliśmy się numerami telefonów, co zapewnia mi teraz możliwość natychmiastowego kontaktu
w razie potrzeby, a potem przez ponad godzinę rozmawialiśmy o moich problemach i tak o życiu w ogóle.
Poglądy Pana GC były mi znane z wywiadu udostępnionego na tej stronie, ale teraz dużo lepiej rozumiem różne rzeczy, które w tym wywiadzie były ledwo zaznaczone. Nie wiem jak to wyrazić, bo nie chcę być zbyt
pompatyczny, ale ta rozmowa zmieniła we mnie bardzo wiele, żeby nie powiedzieć wszystko. Nie rozumiem tego, bo wiele czytam, próbowałem medytować i sądziłem, że coś tam już o życiu wiem, a tu okazało się, że wystarczyło porozmawiać z nim zaledwie godzinę i prawie wszystko stało się jasne:) , klarowne i proste.

Najdziwniejsze jednak w tej krótkiej rozmowie było to, że czasami pan GC mówił rzeczy o mnie, których mu wcześniej nie mówiłem – jakby wyprzedzał to, co chciałem dopiero powiedzieć. Cały czas – w trakcie rozmowy i potem w trakcie „nakładania rąk” monetkę, którą postanowiłem mu podarować – kazał mi trzymać w dłoni. Dopiero podczas – nie wiem jak to się nazywa – w każdym razie polega na dość głębokim oddychaniu – monetkę przykleiłem sobie na wysokości serca. W trakcie tego „oddychania” byłem całkowicie i cały czas świadomy, a jednak moje reakcje ( o których nie napiszę) były dość zaskakujące. Nie będę tu opisywał
moich problemów, ale były one bardziej duchowe, niż zdrowotne – no może 50/50. Jutro minie tydzień od tej wizyty i powiem Wam jedno – tak dobrze, nie czułem się nigdy, a mam już 43 lata.
Co mogę powiedzieć a nim? – spodziewałem się zupełnie kogoś innego. Oczekiwałem gościa w najlepszym garniturze, wymuskanego z żelem na włosach :) a tu wszedł pan w średnim wieku, w koszuli nie schowanej do spodni, miły, skromny i …..zwyczajny, a jak po wejściu zdjął klapki – o co mnie też poprosił – i obaj chodziliśmy po pokoju boso – to prawie „swojak”  No może z tym określeniem trochę przesadziłem, bo odczuwałem – albo sam go stworzyłem – pewien dystans intelektualny, ale to akurat dobrze, bo mam słaby trochę zwyczaj zbytniego spouchwalania się. Najdziwniejsze z tej wizyty? – jedno zdanie, które „przekazała mi” moja dusza, ale tego też nie powtórzę. Jedno jest pewne – mam mądrą duszę:)

Dzisiaj otrzymałem mailem dwa kody rekomendacyjne. Dobra – przyznam sie do czegoś. Przed wizytą – rozważałem taką możliwość, że jeśli otrzymam te kody, to sprzedam jeden i cała wizyta (czyli zakup monety za 870 zł) mi się zwróci wielokrotnie. Teraz wstydzę się tego pomysłu, ale jest też coś o wiele bardziej ważniejszego – przed wizytą – nigdy bym się do tego nie przyznał. Jestem z siebie bardzo zadowolony. Dziękuję Panu !  

leszek

Khoi, Port Louis, Mauritius

I sell vitamins, supplements and other related health products, and my sales have gone through the roof since I met „Mr.GC”. I am now COMPLETELY myself. Previously, I had put on the trappings of what I thought people wanted me to be and that all started when I was a very little girl. I had also become quite jaded. Before I met him my life was filled with frustration and disappointment, now these feeling are rare. Mr.GC is the first real medicine man I have ever met. Now that I am clean and flowing I have vibrant spiritual experiences almost every week. I don’t like to regret, but I really wish I would have found him ten years earlier, because I think I was even ready back then and my life would be totally different.

Martina, Praha

Krásný den přeji, G.C. ! Chtěla jsem Ti poděkovat za Tvé léčení a
tak nějak Ti podat zprávu, že se cítím výborně a konečně mám pocit, že mi někdo
s mými patáliemi pomohl. Posledních pár dní jsem moc spokojená a sleduji na sobě
pozitivní změny. To vše díky Tobě. Po hodně dlouhé době mám pocit, že jsou věci
naprosto v pořádku a že jsem sama sebou. Moc Ti děkuji a doufám, že naše
spolupráce bude pokračovat!

Martina

Andrzej Lamparski, Bydgoszcz

Jeżeli chodzi o wspomniane w wywiadzie doświadczenia z wodą to dokonał tego Masaru Emoto. Po wpisaniu tego nazwiska do wyszukiwarki znajdziemy opis, np. http://dobrametoda.com/EMOTO/Emoto.htm

Andrzej Lamparski, Bydgoszcz

Ciekawe, Ze niektóre sprawy np. sprawa Boga (NPBNI) są zbieżne z moimi. Druga to OBE, kiedyś mi się to udawało ale były tylko „loty” po okolicy. Po przeczytaniu, że kiedyś to wróci ucieszyłem się. No i przyczyny chorób też tak uważam. Pozdrawiam.

Henryk, Vienna

Nareszcie zrobił Pan tę stronę ! Namawiałem Pana na to 2 lata i jest, choć jak
widzę, jeszcze nie wszystko działa. Moja opinia jest taka: jest Pan
najwspanialszym healerem jakiego poznałem. Trzy lata minęło 16 marca tego roku i
ciągle wszystko działa, co Pan „naprawił” – nawet moja noga chodzi teraz ze mną,
a nie obok mnie:) Jeszcze raz bardzo dziękuję i życzę wszystkiego dobrego!
Oczywiście jak zwykle zapraszam, jak będzie Pan w Wiedniu !

Henryk
Bachmann, Vienna

ps. Film na „strat” jest genialny !

Dana T, Wrocław

Dzięki tej stronie korzystam z możliwości podziękowania jeszcze raz. Bardzo, Bardzo dziękuję. Czuję się wspaniale i od tamtej pory nie miałam powrotu.

Pańskie słowa o duszy i jej symatii sprawdzają się !

Bardzo Pana pozdrawiam i życzę dużej ilości „wolnego czasu” – jest to w cudzysłowie, bo wiem,  że  nawet jeśli go Pan ma, to i tak pracuje Pan :)

 

ps. Piękna strona i piękny wstęp !!!!!

 

Dana T. Wrocław

 

 

Conan, Dublin

What Heals You-Heals The World I finally get it now. Since I was healed just about everything got better. How did you do that? I want to hear far more about what you know.

Conan, Dublin

 

Krystyna (Rekomendacja)

Muszę to tutaj opisać, ponieważ spotkanie z Panem GC – to rzecz niezwykła. Po trzymiesięcznym poszukiwaniu rekomendacji w końcu się udało. Zadzwoniłam pod podany mi numer, podałam nazwisko osoby od której otrzymałam rekomendację oraz kod rekomendacyjny i po tygodniu – zgodnie z umową – pojechałam do Warszawy. Tak jak się umówiliśmy – wynajęłam pokój w hotelu i o wyznaczonej godzinie Pan GC przyjechał.

Szczerze mówiąc przed tym spotkaniem byłam bardzo zdenerwowana, ale jak wszedł do mojego pokoju i zobaczyłam, że jest zwykłym miłym i ciepłym w obyciu Panem w średnim wieku, to całe napięcie natychmiast gdzieś się rozpierzchło.

Przez pierwszą godzinę rozmawialiśmy o moich dolegliwościach i życiu tak ogólnie, a potem poczułam się jakbym rozmawiała z kimś, kogo znam zawsze.  Przed samym „zabiegiem” uprzedziłam, że mam dla Niego podarunek. Kiedy zobaczył moją złotą monetkę, którą ze sobą przywiozłam zapytał, czy aby na pewno nie jest to dla mnie zbyt wielki wydatek. Oczywiście, że nie był, bo za tę monetę zapłaciłam w sklepie numizmatycznym 270 zł.  – więc nie jest to „szalona” kwota, a moje zdrowie jest warte tysiąckrotnie więcej. Pan GC oglądał tę monetkę przez kilka minut i w trakcie tego wyglądał jak dziecko, które otrzymało ulubioną zabawkę ( tak uradowanego i wdzięcznego dorosłego nigdy wcześniej nie widziałam). Po czym poprosił abym usiadła w fotelu i położyła ją sobie na sercu. Po kilku minutach odłożyłam monetkę, przebrałam się w dres i przystąpiliśmy do „zabiegu”. A …jeszcze wcześniej wspólnie uzgodniliśmy, że będzie fizycznie dotykał  miejsca, w którym występuje ból i że mam głęboko oddychać w trakcie całej sesji.

Położyłam się na kanapie, zamknęłam oczy i zaczęłam oddychać. Po chwili usłyszałam jakby mruczenie”, które czułam w czałym ciele. Następnie pojawiło się ciepło w bolącym miejscu, mimo, że mnie jeszcze nie dotknął. Po chwili położył swoją dłoń w miejscu, gdzie czułam ból i wtedy ciepło zmieniło sie w gorąco (niemal parzyło). „Mruczenie” to nasilało się , to gasło, ale uczucie gorąca było stałe.  Ból również nasilał się i gasł, a do tego czułam „prąd” w całym ciele.  W końcu – nie wiem tego – ale wydawało mi się, że śnię. To był taki sen, w trakcie którego byłam świadoma, że śnię. To coś bardzo dziwnego, bo zwykle sen jest snem, a jawa jawą. Tutaj oba te stany były jednocześnie.  Po jakimś czasie uczucie „prądu” zniknęło i czułam się wspaniale. To „wspaniale”  – było przez duże „W”. To było coś takiego jak „zachwyt” . Pamiętam, że takich chwil „zachwytu” miałam może trzy w całym życiu – ten moment był czwarty. Wydawało mi się,  że jestem w jakimś pięknym miejscu, gdzie królowała łagodność. To była taka chwila, której nie chce się przerywać, nie chce się, aby się skończyła. Za to chce się, aby trwała wiecznie. Nie wiem jak to długo trwało, ale cała sesja łącznie z rozmową po niej trwała 4 godziny.

Kiedy „mruczenie” ucichło, sesja się zakończyła. Nie czułam już żadnego bólu  i nie czuję go do dzisiaj –  więc używanie złotej monetki do przesyłania energii na odległość nie było potrzebne.  Po tygodniu poszłam do lekarza, ponowiłam badania i wyniki byłe jak nie moje.  Dzisiaj mija trzeci miesiąc od tej sesji i czuję się znakomicie. Nie tylko jestem zdrowa, ale inna (pozytywnie inna). Pan GC – po zakończeniu sesji powiedział, że nie jemu mam dziękować, ale Bogu jeśli w niego wierzę.  Sama nie wiem czy wierzę, ale coś chyba w tym musi być.  Może tylko ten Bóg jest inny, niż myślałam przed spotkaniem, bo Bóg o którym mówił Pan GC w trakcie naszej rozmowy, w niczym nie przypominał tego Boga z kościoła. Jednym słowem mogę powiedzieć, że jestem zdrowa i szczęśliwa.

DZIĘKUJĘ!

Barbara Foster – London, UK

It’s been exactly one year since I lost my soulmate. My heart was heavy and I was very sad and distressed. I was carrying a lot of emotional pain. I could feel a lot of negative energy. I was broken physically, emotionally, and spiritually. After my healing with Mr. GC, I felt an immediate inner release. My energies were lifted. I felt I had a „new lease on life”. I had an emotional high and now felt I could go on. After I left the Expo, I went to Mass and for the first time in a year I was able to attend without sorrow and crying. I felt God’s light enter my soul.

Barbara Foster